Monthly Archives: Kwiecień 2011

A co Ty wiesz o konstytucji?

Miałam nie pisać o polityce, ale zostałam niejako wywołana do tablicy przez znajomych, którzy dopytują się, co sądzę o nowej węgierskiej konstytucji. Poziom dezinformacji, jaką sieją polskie media jest wręcz zatrważający. Więc się wypowiem.

Węgrzy w ogóle nie rozprawiają o tym, co u nas budzi takie kontrowersje. Dla nich jest ważne, że zgromadzenie narodowe liczyć będzie 200 posłów zamiast 386. Oszczędzają, i słusznie. W Polsce mamy 460 posłów i 100 senatorów. To znaczy, że jeden reprezentant przypada na 68 tys. osób. Na Węgrzech obecnie ten wskaźnik wynosi 26 tys. (sic!), a po zmianie będzie i tak niższy niż u nas (1 poseł na 50 tys. Węgrów). Według mnie władza, która sama się okraja, zasługuje na uznanie.

Nie będzie można łączyć poselskiego fotela ze sprawowaniem funkcji burmistrza. Ja nawet nie wiedziałam, że było to na Węgrzech możliwe. Nam wydaje się sprawą oczywistą, że to idealne pole do nadużyć. Węgrzy po prostu robią porządek po latach skorumpowanych rządów, a Viktor Orbán doskonale zdaje sobie sprawę, że przykład idzie z góry i walkę z korupcją, która jest problemem w całym kraju, zaczyna od tych, którzy są na świeczniku.

Węgrzy mieszkający poza granicami kraju zyskają prawo do udziału w wyborach. Nie wiem skąd ten pomysł, że ma to być zamach na suwerenność Rumunii i Słowacji, gdzie żyje najwięcej węgierskiej mniejszości. Dlaczego Baracka Omaby nie niepokoi głosująca polonia chicagowska? Ktoś w Polsce ośmieliłby się odbierać im prawa wyborcze? Rozbiór Węgier dokonany na mocy traktatu z Trianon w 1920 r. sprawił, że z 21 mln obywateli prawie 8 mln znalazło się poza granicami kraju. Obecnie na 10 mln żyjących na Węgrzech, aż 5 mln mieszka za granicą. Nie będę się wdawać w historyczne oceny, ale dziwi mnie, że Polacy – tak ciężko dziejowo doświadczeni – nie potrafią postawić się na miejscu zwykłych ludzi, którzy zawsze płacą najwyższą cenę za polityczne rozgrywki.

Krzyk, jaki został podniesiony wokół chronienia życia od chwili jego poczęcia, jak i stwierdzenia, że małżeństwo zawrzeć może kobieta i mężczyzna, wydaje mi się wręcz nieprawdopodobny. Polska nagle stała się takim nowoczesnym, postępowym krajem? To może zalegalizujmy aborcję i małżeństwa homoseksualne u nas, a dopiero potem walczmy o prawa człowieka na Węgrzech. Bardzo mi się podobała odpowiedź rzecznika Viktora Orbána, który ostro odparował na krytyczne uwagi pod adresem konstytucji ze strony sekretarza stanu niemieckiego MSZ: „Niemiecki rząd nie dostrzegł, iż skończyły się czasy, kiedy Węgrom dawano do zrozumienia, jak powinna wyglądać ich konstytucja”.

Jeszcze słowo na temat odwołania się do Boga. Preambuła zaczyna się słowami węgierskiego hymnu: „Boże, pobłogosław Węgrów!”. Tak, jakbyśmy sobie napisali: „Jeszcze Polska nie zginęła” i tylko traf chce, że dalej nie ma: „póki Bóg prowadzi”. A nawet jakby było, to każdy by hymn śpiewał i szanował, niezależnie, czy jest wierzący, czy nie. Żaden Węgier przy zdrowych zmysłach nie widzi w tym cienia fundamentalistycznych praktyk, a jedynie nawiązanie do najważniejszych symboli w odczuciu całego narodu.

Ponieważ wszyscy się niepokoją, że mieszkam wśród faszystów i religijnych fanatyków, postanowiłam porównać polską i węgierską preambułę. Oto efekty:

pol.:  my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,

węg.: My, członkowie narodu węgierskiego, na początku nowego tysiąclecia, z odpowiedzialnością za każdego Węgra, wyznajemy co następuje:

pol.:  wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach,

węg.: Jesteśmy dumni z naszych przodków, którzy walczyli o przetrwanie naszego kraju, jego wolność i niepodległość. Uznajemy kluczową dla podtrzymania naszego narodu rolę chrześcijaństwa. Szanujemy różne tradycje religijne naszego kraju.

pol.:  nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej,

węg.: Szanujemy osiągnięcia naszej historycznej konstytucji oraz Świętą Koronę, która ucieleśnia konstytucyjną ciągłość państwową Węgier i jedność narodu.

pol.:  zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku,

węg.: Czujemy odpowiedzialność wobec naszych potomków, dlatego rozumnie korzystając ze źródeł materialnych, duchowych i naturalnych, chcemy dla tych, którzy przyjdą po nas, zachować godne warunki życia.

pol.:  złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie,

węg.: Obiecujemy, że zachowamy jedność duchową narodu, która w wichrach minionego stulecia rozerwana została na części. Narodowości i grupy etniczne żyjące na Węgrzech uważamy za część narodu węgierskiego.

pol.:  świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej,

węg.: Szanujemy wolność i kulturę innych ludów, staramy się o współdziałanie z każdym narodem świata.

pol.:  pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane,

węg.: Uznajemy, że po dziesięcioleciach XX wieku, prowadzących do moralnej zapaści, istnieje niezbędna potrzeba duchowej odnowy.

pol.:  pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność,

węg.: Wyznajemy, że prawdziwe rządy ludu są tam, gdzie państwo służy swoim obywatelom i rozwiązuje ich problemy sprawiedliwie, bez nadużyć i stronniczości.

pol.:  w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem, ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej

węg.: Nasza konstytucja jest podstawą naszego porządku prawnego – to umowa między Węgrami, tymi z przeszłości, z teraźniejszości i z przyszłości. Jest ona żywą ramą, która wyraża wolę narodu i określa formę, w jakiej chcemy żyć.

pol.:  oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.

węg.: Wyznajemy, że najważniejszymi ramami naszego współistnienia są rodzina i naród, a podstawowymi wartościami naszej jedności pozostają wierność, wiara i miłość.

pol.:  Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej.

węg.: My, obywatele Węgier, jesteśmy gotowi budować ład naszego kraju na współpracy całego narodu.

Tak, zgadliście – świetlanie widzę swą przyszłość wśród tych zaślepieńców.


Biura podróży, cz. 2.

Polak jest odważny, więc na urlop jedzie „w ciemno”! Oj, obydwiema rękoma bym się podpisała pod tym do niedawna! A teraz wiem, że to dla tych, którzy mają pieniądze za nic. Albo za nic mają własne wygody.

Ale po kolei. Jak pierwszy raz przyjechałam do Siófok, to oczywiście bez żadnej rezerwacji. W połowie sierpnia – cudem udało się coś znaleźć. Drogo, daleko od Balatonu, w drzwiach do toalety była taka szyba, że wszyscy mieli WC-kino, ale cieszyłyśmy się z przyjaciółką, że w ogóle mamy gdzie spać. Dziś pukam się w głowę, jak przypomnę sobie własną głupotę.  Cóż – młode warszawianki bez dzieci, ryzyk-fizyk!

Słowem: nie jedźcie w ciemno na Węgry, bo możecie się zdziwić. Są święta, są festiwale – i wtedy nie ma wolnych miejsc i bez sensu trafić na coś takiego. Zawsze to jest ryzyko – może będą wolne pokoje, może nie – ale nigdy (o czym już się przekonałam) nie będzie taniej, niżby się zamówiło wcześniej przez internet.

To jest zdjęcie nijak się mające do tematu - proszę po prostu podziwiać węgierskie ptaki.

Jak zarabia pośrednik? W ogromnej większości przypadków udało nam się tak wynegocjować ceny, że ceny, które podaje HelkaTours  są identyczne z tymi, które podaje właściciel noclegu. Powiedzmy pan Czesław ma apartamenty we Władysławowie. A ja do niego piszę, że mamy taką HelkaTours, Węgrzy pasjami będą pływać w lodowatym Bałtyku, tylko zdjęcia poproszę i ofertę, a ja to przetłumaczę na węgierski i będę na Węgrzech reklamować.

Zazwyczaj p. Czesław odpowiada: – Świetnie, rewelacyjny pomysł! Za to, że mi przetłumaczycie moją stronę na węgierski i będziecie reklamować moje apartamenty wśród Madziarów, daję Wam parę procent zniżki od każdego klienta, którego do mnie zaprosicie!

Takie śliczne okoliczności przyrody są tylko w Siófok, więc proszę przyjeżdżać!

Dla klienta cena jest nadal ta sama – czy skorzysta z naszego pośrednictwa, czy przyjdzie „z ulicy”. Ja się nie czuję, żebym na kimś nabijała sobie kieszeń – zarabiam, ułatwiając ludziom życie.

Nie wierzcie jednak, że zawsze tak jest. Negocjujemy z hotelem. Dają nam upust (nie wolno tylko mieć cen niższych niż ma hotel). Dyrektor wspomina, że już z jednym polskim biurem podróży współpracują na tych samych zasadach, wymienia nazwę. W domu sprawdzam ich ceny. Dostali upust jak my. Ceny maja o 30% wyższe niż hotel.


Balaton nabity w butelkę

Taki los emigranta, że czasem musi wrócić w rodzinne strony. Bo PIT, bo święta, bo krewni, bo jakieś tam zobowiązania. Trudno odczuwać dreszczyk emocji na myśl o spotkaniu ze skarbówką, ale uwzględniając nawet te pasjonujące wiadra wody i łez, które przyjdzie na siebie przyjąć w takiej chwili, trudno o euforię. Przynajmniej w moim odczuciu.

Nie, żebym się tak zmadziaryzowała w trymiga. Ale trudno nie płakać za +25 st. C, zielenią i słońcem. Wiem, wiem, u nas też niby zaraz będzie. Ale trudno nie płakać, jak się idzie w Warszawie do sklepu, kupuje makaron, ser, wodę i zostawia przy kasie 15 zł. W Siófok za 15 zł to ja mam 3 litry wina!

U nas wszyscy czekają na wiosnę, a Węgrzy koszą bujne trawniki.

W kwestii zakupów w ogóle się musiałam dokształcić. Bo u nas jak zwykle polskie zoo – jak mnie uświadomili właśnie – i kaczka w biedronce nie kupuje kurczaków. Temat drobiowych piersi miłościwie zmilczę, bo się z tego zaraz jakaś zoofilia zrobi.

Faktu, że w Polsce prócz kobiet miesiączkują od roku też mężczyźni, również byłam nieświadoma. Możecie mówić, że ja z tych mniej ogarniętych. No jakoś nie miałam czasu i potrzeby śledzenia fizjologii naszych polityków. Ale jak to fajnie w sumie tak wrócić i trafić na seans najnowszego filmu Barei. Przyjaciele Ci opowiadają, zachwyceni, że mogą przed Toba odkryć Nową Fantastykę, a Ty się zastanawiasz, na ile Cię wkręcają.

Za jednym zamachem straciłam wszystkie przyjaciółki, bo żadna nie umie snuć dywagacji o walorach marynarzy i jakże innych walorach właścicieli winnic. W Warszawie to jakby rozważać o wyższości kierownika basenu nad sadownikiem. W zasadzie to czuję się jak Gagarin przebrany za Łajkę, który orbituje pomiędzy Wenus a Marsem bez szans na lądowanie.

Węgierscy przyjaciele, którzy jakoś intuicyjnie przeczuwali moje problemy z odnalezieniem się na łonie ojczyzny, podarowali mi prezent.

Balaton na tle warszawskich wieżowców prezentuje się imponująco.

I nie będę ukrywać, że nigdy bardziej wzruszającego podarku nie otrzymałam. I tylko mi nie mówcie, że to jak kamyk z Jeleniej Góry – pan wie, kto po nim stąpał!


Biura podróży – poradnik, cz. 1

Długo się zastanawiałam nad tym tekstem. Ale wakacje zbliżają się wielkimi krokami, wszyscy szukają miejsca na urlop, a moje obserwacje branży turystycznej skłaniają mnie niestety do mało wesołych refleksji. Nie da się wszystkiego napisać w jednym poście, ale podjęłam decyzję, że opiszę kulisy działania tego rynku. Będzie zatem cyklicznie, powiedzmy takie turystyczne „Na Osobnej” albo „M jak Madziar”.

To jest tekst z gatunku takich, co to nie wiadomo, jak zilustrować i niespecjalnie warto. Zatem dla miłej równowagi siófocka wiosna.

Klienci wysyłają do nas zapytania mailem. Siłą rzeczy na chybił-trafił. Ja np. nigdy nie byłam w Chorwacji i nie wiem, które miejsce jest fajne dla rodzin z dziećmi, a które słynie z życia nocnego. Jeśli rodzina z dwójką małych dzieci pyta HelkaTours o nocleg przy dyskotece, to moim psim obowiązkiem jest  powiedzieć, że to pomysł z kosmosu. A z reguły, jeśli ktoś szuka zakwaterowania przez internet, wysyła wiele zapytań do wielu miejsc. Odpisując, że „to nie jest najlepsze miejsce dla Państwa”, strzelam sobie samobója. Ale ja dopiero co przestałam pracować w korporacji na etacie i jeszcze dobrze pamiętam, co to znaczy odkładać pieniądze i czekać na urlop cały rok. Nie darowałabym sobie, że ktoś przeze mnie wyrzucił zarobioną kasę w błoto.

Standardem jest, że na zapytanie o cenę i wolne miejsca, dostaniemy odpowiedź zawierającą cenę i wolne terminy. Ale jakim trzeba być typkiem, żeby matkę z dwulatkiem ulokować na pokaźnej górce, gdzie codziennie trzeba pokonywać to wzniesienie w drodze na plażę i z plaży i nawet się o tym fakcie słowem nie zająknąć? Przecież ten nocleg z powodzeniem sprzedamy młodym, bezdzietnym, którzy wyżej cenić sobie będą fantastyczny widok na Balaton niż te kilkaset metrów wspinaczki.

Rada nr 1: próbujcie pytać o jakieś szczegóły – gdzie jest najbliższy przystanek autobusu, pizzeria, Tesco, gdzie można kupić pozwolenie na wędkowanie.  Im więcej konkretów uzyskacie, tym większe prawdopodobieństwo, że ktoś wie, o czym mówi.

Tylko proszę nie pytajcie, jakie kwiatki kwitną, bo ja Wam nie odpowiem!

Niestety smutny wniosek jest taki, że im większe biuro podróży, tym większa zlewka. To nawet nie do końca zarzut, tylko stwierdzenie faktu. Są dziewczyny (ładne i miłe skądinąd), które siedzą w takim biurze albo na infolinii. Trudno, żeby znały cała ofertę pracodawcy organoleptycznie, jakkolwiek to zabrzmi. Może nawet są zapalonymi podróżniczkami, ale skąd mają wiedzieć czym się różni Balatonfüred od Balatonlelle?! A jeszcze cała Hiszpania, a jeszcze Grecja… Nie ma siły, żebyśmy uzyskali w takim miejscu konkretne informacje. Kończy się loteryjką.

Moja mama uwielbia podróżować i zawsze dla niej ważne jest to, żeby na miejscu było żelazko (sic!). Prawie nigdy nie udaje jej się takiej informacji uzyskać, a potem klnie w żywy kamień, że wiozła swoje turystyczne żelazko niepotrzebnie, bo jednak było w hotelu. Ale niewyprasowanej kiecki nie zaryzykuje. Z tego też zrodziła się HelkaTours – że dostarczymy takich informacji, jakich każdy potrzebuje.

Coraz częściej jednak myślę, że ja się kompletnie nie nadaję do prowadzenia własnej firmy. Bo u nas pokutuje takie: „sprzedać! ci już nigdy nie przyjadą, ale za to przyjadą inni!”. To się pewnie ładnie nazywa „maksymalizacja zysków”. Ale o tym w jakimś innym odcinku tego serialu.

Są takie zdjęcia, do których chyba nie trzeba słów...

Gubi nas (w sensie konsumentów – ale ja jestem takim samym) pęd za niską ceną.

Rada nr 2: cudów nie ma. Jeśli widzimy tanią ofertę nad brzegiem Balatonu w centrum atrakcyjnej miejscowości, to powinna nam się zapalić lampka kontrolna. Tak, jakby ktoś nam chciał sprzedać 3-letnie nie bite BMW z przebiegiem 45 tys. km za 10 tys. zł. „Coś jest nie tak?” – to pierwsze pytanie, ze wszech miar logiczne.

Nie musicie być naszymi klientami. Możecie szukać apartamentów w Chorwacji, Włoszech, Bułgarii – gdziekolwiek – ale miejcie, proszę, na uwadze to, czego mi się udało nauczyć.

 


Kijem w mrowisko

Wysyp martyrologicznych polskich rocznic skłonił mnie do refleksji na temat mojego spojrzenia na ojczyznę, którą tak haniebnie opuściłam. W końcu minęło już pół roku, jak mieszkam w Siófok, więc jakieś szersze zapatrywanie na sprawę mieć mogę. Niestety – co wyznaję bez cienia skruchy – nie targają mną żadne żale i tęsknoty. Dla usatysfakcjonowania żarliwych patriotów przyznam, że śniło mi się ostatnio, iż wyciągam Chopina z grobu. Francuzi mają go co prawda za swojego, więc nie wiem, czy to nie raczej tęsknota za Francją, którą też uwielbiam, a „zdradziłam” na rzecz Węgier. Chopin był świetnie zakonserwowany i całkiem sztywny – zapewne Freud miałby tu coś do powiedzenia.

Poza tym nekrofilskim incydentem i niegdyś wspominaną przeze mnie kiełbasą toruńską (tylko nie mówcie, że Freud naprawdę miałby coś do powiedzenia!) więcej grzechów nostalgii nie pamiętam. Spróbuję jednak po kolei.

Kulinarnie: wciąż jest tyle węgierskich dań, których nie zdążyłam spróbować, że trudno mi tęsknić za tymi, które znam na pamięć. To zresztą nie taka dietetyczna przepaść, żeby mi tu kazali krewetkę zawiniętą w wodorosty połykać na śniadanie. Schabowego w każdej knajpie się dostanie. Oj, nie żeby mi się oczy nie zaśmiały na widok zmrożonej żołądkowej gorzkiej, ale ja mam bardzo demokratyczny stosunek do alkoholi i z trudem wymienię taki, którego nie lubię.

Pogodowo: już nie chcę dobijać, że jest tak ciepło, że poważnie rozważam kąpiel w Balatonie. Ale cała zima była taka, jak być powinna, czyli -2 st. C, śnieg, lód i słońce. Na myśl o warszawskich mrozach, czarnym śniegu, butach w soli mój patriotyzm karleje.

Lokalowo: zamieniłam centrum Warszawy na centrum Siófok. Nie będę chrzanić o ciszy, śpiewie ptaków, czystym powietrzu i wodzie z kranu do picia. Choć akurat jazgotu tramwajów i warszawskich aromatów mi nie brakuje. Tam też jedyny większy akwen pod nosem to jeziorko w Ogrodzie Saskim.

Językowo: o, będzie minus! Komunikuję się rzecz jasna w polskim języku regularnie, ale tak na co dzień to mi przekleństw brakuje. Lubię przeklinać, tak z finezją rzucony bluzg, który wprowadza w konsternację całe towarzystwo, to jest coś. A tu? Nie powiem, też się już czasem udaje…

Społecznie: co ja poradzę, że nie brak mi polskich urzędniczek, ani pań, które zła czarownica zamknęła w Biedronce. Nie tęsknię za Pocztą Polską ani za TP. Ani za sąsiadami, którzy nie mówią „dzień dobry”. Nie umiem ocenić, ile w tym dużego/małego miasta, ale trzeba było widzieć moje początki tutaj. Sprzedawczyni w sklepie się uśmiecha. Acha, pewnie znowu powiedziałam, że chcę gówno zamiast piwa… Pani na poczcie się uśmiecha. Uhuhu, jak nic wyśle mój list do Honolulu… Że ze mną sąsiedzi się witają, to jakoś przyjęłam, ale sprzątaczce też życzą miłego dnia… I szybko odkryłam, że nie do mnie jednej się uśmiechają, nie kryje się za tym szyderstwo czy podstęp, ale zwykła ludzka życzliwość. Nie korporacyjny kodeks, tylko odruch serca – bo jak wszyscy mamy pod górkę, to po co sobie dokładać?

Politycznie: Viktor Orbán nie miesiączkuje.

Feministycznie: kobietę przepuszcza się w drzwiach, komplementuje i adoruje. Jest boginią – Węgrzy pod tym względem mają w sobie coś z południowców. Ale zarazem silna jest kultura protestancka, która pomnażanie pieniądza przyjmuje za chwałę Pana – a nie, że nędza cię zbawi – więc kobiety aktywne zawodowo mają duże wsparcie mężów. I tylko mi nie mówcie, że u nas jest tak samo! W życiu nie widziałam tu kobiety objuczonej siatami  czy płacącej za mężczyznę w restauracji. Dobrze się domyślacie – feminizm mam gdzieś, łącznie z prawami wyborczymi, bo i tak większość kobiet głosuje tak, jak im mąż doradzi. Parytety to utopia, a zarobki – temat-rzeka. Dla mnie po prostu dotąd nie będzie mowy o uprawnieniu, dopóki o facecie, który zaliczył 100 panienek, powie się „fajny koleś”, a o dziewczynie, która mu wynikiem dorówna – „dziwka”. To nie jest żal, to jest fakt, który jakoś feministkom umyka.

 


Nowa ustawa o ochronie języka węgierskiego

Miało nie być o polityce, ale właśnie dziś weszła w życie nowelizacja ustawy o ochronie języka węgierskiego. To oczywiście konsekwentne działania Viktora Orbána, a krok ten zapewne przysporzy mu kolejnych zagorzałych krytyków.

W myśl nowych przepisów z węgierskich ulic mają zniknąć obcojęzyczne napisy. Nie zobaczymy już zatem „restaurant”, tylko wszędzie ma być „étterem”, żadnego „Zimmer frei” ani „change money”. Właściciele dostali 3 miesiące na dostosowanie się do nowych przepisów, a zatem dokładnie do wakacji przestrzeń ma zostać oczyszczona z zalewu – głównie niemiecko- i anglojęzycznych – komunikatów. Oczywiście są w tej mierze wyjątki, jak lotniska, dworce, hotele międzynarodowych sieci, ale to w sumie niewielki ułamek.

Żadne Zimmer, żadne Klimaanlage. To są Węgry!

Pracom nad ustawą towarzyszyły zażarte dyskusje, a ich motywem przewodnim było to, czy nowe prawo nie wpłynie ujemnie na rozwój rynku turystycznego. Zwyciężały jednak głosy, że to nie szyldy decydują o wyborach klientów, a fakt, że właściciele noclegów czy restauracji porozumiewają się w obcych językach, a w tej mierze nic się przecież nie zmieni (rzecz jasna menu czy cennik może być w innych językach, chodzi tylko o informacje w tzw. przestrzeni publicznej).

Najważniejsze, że obsługa mówi w trzech językach. Napis wystarczy w jednym.

Przeciwnicy ustawy podnosili też kwestię kosztów, jakimi obarczeni zostaną właściciele danych interesów. Ale i tu rząd znalazł satysfakcjonujące zainteresowanych rozwiązanie: jeśli chodzi tylko o usunięcie części napisu w obcym języku, jego demontaż nie powinien wiązać się z wysokimi kosztami, a odliczyć je będzie można od podatku. Jeśli zaś w miejsce napisu obcojęzycznego trzeba stworzyć napis węgierski, przedsiębiorca może liczyć na zwrot poniesionych kosztów w pełnej kwocie po przedstawieniu wiarygodnego kosztorysu i rachunków.

W takim przypadku wystarczy tylko usunąć dolny napis.

Tu w grę wchodzi zmiana całego neonu, ale i ona nie uderzy właściciela po kieszeni.

Paradoksalnie – choć tak jest w przypadku większości działań Viktora Orbána – nowelizacja ustawy przyjęta została przez społeczeństwo z dużą aprobatą. Aby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, że Węgrzy są dosyć przeczuleni na punkcie swojego języka. Uważają, że jest wyjątkowy, jako niemal jedyny w Europie oparł się wszechmocnym wpływom wpierw łaciny, a potem francuskiego i angielskiego. Ogromna jest tu tradycja, by każde międzynarodowe słowo zyskiwało swój węgierski odpowiednik (choćby wspomniana restauracja – étterem, czy hotel – szálloda). I ukłonem właśnie w stronę tej tradycji jest ustawa przyjęta przez węgierski parlament.

Kolejny argument jest taki, że w cywilizacji obrazkowej bez napisów łatwo się obejść.

Aż by się chciało powtórzyć: zmiany, zmiany, zmiany...