Monthly Archives: Listopad 2011

Jaz, czyli wyznania grzesznicy

Nie cierpię dyletanctwa. Nie lubię, jak się ktoś wymądrza na tematy, o których nie ma pojęcia. Tym bardziej mi wstyd, jak sama tak robię. A zatem biję się w piersi (a mam w co!). W styczniu pisałam o śluzie na rzece Sió. Głupoty pisałam. Post niniejszy dedykuję mojemu przyjacielowi, który choć jest specjalistą od Wisły, potrafił mi bezbłędnie wytłumaczyć, o co chodzi nad Balatonem.

A zatem w Siófok jest śluza. Ale śluza to śluza – służy do przepływu jednostek pływających, umożliwiając im pokonanie różnicy poziomów wody.  Zaś obok śluzy jest jaz. To on umożliwia przepływ wody, a nie żadna śluza, jak błędnie pisałam. Na swoją obronę mam tylko to, że sami Węgrzy mówią na to śluza, ale każdy, kto ma jakieś pojęcie o hydrologii będzie się łapał za głowę. Proszę się więc łaskawie nauczyć, że jaz to urządzenie służące do sterowania przepływem w konstrukcjach hydrotechnicznych. Po węgiersku jaz to gát. Mostek, który prowadzi do służbowej części portu jest zatem nad jazem, a nie nad śluzą.

Po lewej stronie jest śluza, a po prawej wylot z jazu.

Tu dokładnie widać wylot z jazu, który błędnie nazywałam śluzą. Nad jazem jest mostek do części służbowej portu.

W Kiliti jest zapora i w niej też jest jaz. Oczywiście nie byłabym sobą, jakbym nie pojechała jej pooglądać. Dotrzeć tam można tylko rowerem albo na piechotę, samochodem sie nie podjedzie. Tego dnia zapora była zamknięta, czyli jaz był podniesiony. Ten jaz w Siófok jest regulowany, co oznacza, że można sterować, jaką ilość wody ma przepuszczać, zaś ten w Kiliti może być albo otwarty, albo zamknięty – to już informacje od mojego znajomego strażaka z Siófok.

Po długim kręceniu się po okolicy w końcu udało mi się dotrzeć nad zaporę.

Rzeka w tym miejscu jest dostępna tylko dla pieszych lub dla rowerzystów.

Ale opłaciło się - w końcu na własne oczy zobaczyłam, jak wygląda jaz. To ta metalowa konstrukcja, "klapa", jak by powiedział laik, która jest podniesiona.

Po Sió odbywa się żegluga, choć mój warszawski przyjaciel się dziwił, jak można przepłynąć przez jaz. I po co im ta śluza w Siófok, jak 2 km dalej jest próg na rzece. No najwyraźniej Węgrzy nie takie rzeczy ze szwagrem po pijaku robią. Rzecz jasna zapora musi być wtedy otwarta. Strażak twierdził również, że albo oba jazy są otwarte, albo oba zamknięte.

Na pewno nie ma mowy o żegludze przy tak niskim poziomie wody.

Tu widać wyraźnie, jak działa jaz.

Wspominałam również, że nie wiem, co to średni stan wody. Już wiem. Średni stan wody – to wartość średnia z wielolecia względem określonej rzędnej, będącej tzw. „zerem” wodowskazu. Zero wodowskazu – cytuję tłumaczenie, jakie sama otrzymałam, bo chyba prościej się tego wyjaśnić nie da: „Ciekawość ludzka i zamiłowanie do utrudniania sobie życia nie zna granic, więc już od dawna na rzekach ludziom się nudziło i obserwowali poziom wody, gdyż na rzekach poziom wody się zmienia cały czas. Potem ktoś mądry (a wszędzie taki się znajdzie) zrobił sobie w miejscu codziennych obserwacji tzw. łatę wodowskazową, czyli dechę wbitą w dno z podziałką co 1 lub 2 cm i pilnie zaczął notować codzienne wskazania. I tam, gdzie ta łata miała zrobione 0, przyjmuje się, że jest to zero danego wodowskazu, które następnie jest dość ważną daną w projektach związanych z ochoną powodziową i w lokalnej hydrotechnice, a np. w Warszawie zero wodowskazu było przez jakiś czas odniesieniem dla warszawskiego układu współrzędnych geodezyjnych.”

Proste? Proste jak drut. Tylko trzeba umieć wyjaśnić. A wyjaśniać takie rzeczy blondynce to jest naprawdę wyzwanie.