Monthly Archives: Czerwiec 2012

Złowić rybkę – pyszna rzecz!

Okolice Balatonu to raj dla wędkarzy. Bo nie tylko w Balatonie można łowić ryby, ale wokół jest mnóstwo jezior dedykowanych wędkarzom, zarybionych, gdzie za niewielką opłatą można sobie łowić do woli. Wszystko zależy od właściciela przybytku, ale generalnie złowione rybki można sobie zabrać do domu.

Choć moi koledzy określają się jako „wędkarze sportowi” i całość połowu wypuszczają na koniec do wody. Prawda jest taka, że nie lubią jeść ryb. A ja lubię, więc sobie jedną rybkę zażyczyłam. Śmiałam się, że ją wpuszczę do wanny, podkarmię i poczekam aż urośnie (bo w sumie tylko takie młodziaki udawało się złapać). Ale bidulka nie przetrwała drogi do domu, więc skończyła jako filety.

Oporządzona i skropiona cytryną.

Rybki wróciły do wody – poza moją jedną. Ale była pyszna. Fajnie tak zjeść rybkę prosto z jeziora, którą złowił przyjaciel, naprawdę…

Mój obiad zdaje się wyglądać dość apetycznie – w Warszawie nie mogłabym sobie złowić obiadu.

A do rybki młode ziemniaczki i balatońskie wino różowe… Mniam…


Każdy z nas jest dzieckiem

Ja bardzo nie lubiłam być dzieckiem, gdy nim naprawdę byłam. Ciężko znosiłam to, że ktoś inny decyduje o moim losie. Kto może wiedzieć, co jest dla mnie dobre, poza mną samą? Nie będę też ukrywać, że bardzo lubię seks i gloryfikowanie dzieciństwa jako najszczęśliwszego etapu w życiu człowieka, które przecież wymiaru seksualnego jest pozbawione, jest jakaś pomyłką, żeby nie powiedzieć, że atrakcją dla impotentów kompletnie nie zainteresowanych tą stroną życia.

Ale jako osoba dorosła bardzo dobrze czuję się w roli dziecka – uwielbiam się bawić, łobuzować, dokazywać, wygłupiać. Ooo, jako dorosła, to ja spokojnie mogę być dzieckiem. Łazić po drzewach, taplać się w kałużach, tarzać po śniegu i wyczyniać wszystko, co niby dorosłym „nie wypada”. Dzieciom niby wypada, ale w kółko słyszą, że „nie wolno”. A chrzanić ten świat z taką retoryką!

Na Węgrzech Dzień Dziecka obchodzony jest w ostatnią niedzielę maja (Dzień Matki w pierwszą niedzielę maja). Może to i logiczne z tymi niedzielami, ale mi się chyba bardziej podoba polski system, bo jak święto wypadnie w tygodniu, to się je obchodzi tak troszkę, a potem w weekend poprawia porządnie, więc w sumie jest dwa razy. Także ja obchodziłam po polsku, wczoraj. I jak wszystkie polskie dzieci zamierzam świętować przez cały weekend.

Od mamy dostałam przepiękną kartkę – taką jedną jedyną jakimś cudem znalazła w Empiku. Jezioro nie jest oczywiście Balatonem, choć przypomina go do złudzenia. Mama mi życzyła (cytuję): „Z okazji Dnia Dziecka życzę Ci, aby Twoje marzenia się zawsze realizowały, a jeśli spotkasz na swojej drodze faceta, który będzie miał tyle fantazji, aby na łódce się oświadczyć – to warto się będzie zastanowić, czy aby inne walory nie idą w parze.” Szczerze, to jak będzie miał taką fantazję, to ja się nie będę ani chwili zastanawiać!

Że stoi, to widać, ja bardziej jestem ciekawa, czy stoi…