Monthly Archives: Sierpień 2012

Pod niebem samym atrakcje bez granic

Najbardziej charakterystycznym punktem Siófok, taką siófocką wieżą Eiffla, jest wieża ciśnień. Stanęła w centrum miasta w 1912 r. i na trwałe wpisała się w krajobraz nadbalatońskiej stolicy. Sylwetkę ma lekką i smukłą, bryłę ponadczasową – aż się wierzyć nie chce, że obchodzi stulecie. Fakt, zrobili jej gruntowny lifting jak najznamienitszej gwieździe, ale aż miło popatrzeć, jak oto zaczyna swoją drugą młodość.

To zdjęcie z grudnia 2011 r., gdy wieża była już odnowiona z zewnątrz, a prace wykończeniowe trwały w środku.

Do tej pory w wieży działał na parterze punkt informacji turystycznej, reszta nie była dostępna dla zwiedzających. Teraz prócz informacji, która po remoncie wróciła na swoje miejsce do odnowionych pomieszczeń, można wjechać windą na górę do kawiarni. I popijając pod niebem, rozkoszować się panoramą Balatonu i widokiem na całą okolicę.

Stąd cały Balaton widać jak na dłoni aż po horyzontu kres.

Wstęp kosztuje 800 Ft za osobę dorosłą czyli 12 zł. Winda (cała przeszklona) dojeżdża tylko na poziom kawiarni. Schodkami można zejść piętro niżej i tam jest otwarty taras widokowy ze szklaną barierką – jeśli ktoś ma lęk wysokości, może czuć się nieswojo. Kręte schodki prowadzą też na poziom nad kawiarnią, gdzie są i stoliki, i dostęp do internetu z tego co zauważyłam, można tu przyjść z drinkiem, ale cały bajer polega na tym, że ta część się obraca. Siadamy zatem wygodnie i powolutku płyniemy w krąg, podziwiając zmieniające się za oknem obrazy.

Nowoczesna kafejka w zabytkowym wnętrzu.

A z kawiarenki schodkami w górę, schodkami w dół…

Przez przeszkloną balustradę widać galerię handlową, a za nią zachód słońca nad Balatonem.

Cienka linia odgradza część wewnętrzną od obrotowej części ze stolikami.

Mi się bardzo podobało, chociaż muszę szczerze przyznać, że myślałam, że… będzie wyżej. Wieża ma 45 m wysokości i zdecydowanie góruje nad Siófok, ale trudno żeby na jej szczycie zaparło dech w piersiach warszawiance. Jest z pewnością ładnym punktem widokowym nad Balatonem, wizytę tu polecam każdemu, ja w sumie też cieszyłam się jak dziecko, móc z góry spojrzeć na swoje mieszkanie, znajome sklepy czy dworzec kolejowy. Na wizytację wybrałam się pod koniec dnia, tak żeby trafić na zachód słońca. W sezonie wieża jest czynna do północy i taki wieczór pod gwiazdami też na pewno na długo zapadnie w pamięci.

Można z góry spojrzeć na fontannę…

…na Sió Pláza, czyli na nową galerię handlową…

…na główny rynek w Siófok…

…i na kościół przez pryzmat menu.

Zaskoczona byłam, że w tych zabytkowych w końcu wnętrzach udało się wygospodarować tak dużo miejsca. Kawiarnia jest naprawdę przytulna, choć ceny nie należą do niskich, przynajmniej z perspektywy Siófok. Ale asortyment jest w pełnym wyborze.

Za 100 ml wina zapłacimy 4 zł.

20 ml palinki kosztuje 10 zł, o zgrozo!

Filiżanka kawy to wydatek rzędu 7 – 8 zł, podobnie kosztują też soki owocowe czy napoje gazowane.

Lany Carlsberg 0,4 l za 14 zł to już naprawdę przesada.

Bar zaspokoi wszystkich spragnionych.

I pić można bez obaw – jest toaleta. Najśmieszniejsza toaleta, w jakiej sikałam była na szczycie Łuku Triumfalnego w Paryżu – tam też jest taras widokowy. Do dziś spokojnie nie mogę patrzeć na Łuk Triumfalny, żeby mnie nie porwał wewnętrzny chichot, że moje siku leciało przez cała tę zacną budowlę. Tak to z triumfami bywa… Oczywiście powtórki z rozrywki w siófockiej wieży ciśnień sobie nie odmówiłam!

100-letnią wieżę ciśnień dostosować do wymogów współczesności na pewno nie było łatwo.

Fajnie jest też pomyślany ten poziom obrotowy – wokół zawieszono zdjęcia z poszczególnych okresów życia siófockiej wieży ciśnień, a poniżej podane są odległości do najróżniejszych miast świata.

Każdy może sobie usiąść w swoim ulubionym kierunku świata.

Cieszę się, że nie zabrakło Warszawy, szkoda że wyszła z błędem… Tyle że w sumie takim śmiesznym, bo po węgiersku „sz” czyta się jak „s”, a „s” – jak „sz”. Więc nas bratankowie po węgiersku fonetycznie zapisali. Ja gotowa jestem wybaczyć, bo to mi na początku nauki sprawiało największy problem, a i do dziś zdarza mi się pomylić.

Błąd błędem, ale dla mnie to znamienne, że właśnie polską stolicę chcieli Węgrzy umieścić koło swojej.