Monthly Archives: Listopad 2012

Pochwała listopada

Zawsze lubiłam listopad. A już na pewno jako dorosła dziewczyna. Tak się jakoś składało, że te najcudowniejsze miłości zawsze przychodziły do mnie jesienią. Za oknem słota i szarugi, a mi świat aż się lepi od kolorów.

W Siófok nawet nie trzeba być zakochanym, aby listopad miał wiele barw.

Moja mama urodziła się w Halloween i jest wielką entuzjastką tego święta. Z dzieciństwa wspomina pospiesznie składane życzenia pośród omawiania, czy wystarczająco dużo chryzantem kupiono na groby. Jej urodziny zdawały się być kłopotem, tak jakby dopiero nieżywi zaczynali się liczyć. Oczywiście w dorosłym życiu mama zarządziła zupełnie inne porządki. Można powiedzieć, że obchodzę Halloween, od kiedy pamiętam. W zasadzie byłam zdziwiona, że wszyscy Amerykanie wiedzą, kiedy urodziła się moja mama.

Jak zatem można nie lubić listopada, kiedy wiadomo, że wkroczy się w niego pod dobrą datą? Na śniadanie pozostałości z przyjęcia i obowiązkowo klin. W zasadzie klin klinem. Na cmentarz zawsze chodziłyśmy po zmroku, dość wesolutkie i na wesoło wspominałyśmy naszych zmarłych. Zmarli nie robili się od tego żywsi, ale na pewno radośniejsi.

W dzień złoty blask brzozy, a wieczorem cmentarz skąpany w ognikach zniczy.

A potem zaczynał toczyć się listopad w swym imprezowym korowodzie. Niezliczone imieniny, w tym i moje – ale to dopiero 25. Beaujolais Nouveau tradycyjnie w 3. czwartek listopada. Młode francuskie wino w połączeniu z najlepszą kuchnią świata – niczym krótkie wakacje w słonecznej Francji. I wreszcie andrzejki – moc zabaw, czarów i śmiechów do łez. Gdybym do tego miała opijać rocznice zawarcia znajomości ze wszystkimi tymi wywróżonymi i poznanymi – a jakże – w listopadzie, na pewno bym nie trzeźwiała.

W parku pod platanem pani siądzie z panem…

Jeśli ktoś mnie spyta o najgorszy miesiąc w roku, bez wahania powiem, że grudzień. I nie przekonają mnie żadne święta i prezenty. Grudzień jest okropny, bo oznacza koniec listopada, na który znów trzeba czekać cały rok.

Węgrzy Halloween i Święto Zmarłych obchodzą podobnie jak my. Kompletnie nie przyjęło się tu Beaujolais Nouveau, ale to raczej oczywiste – mają tyle swoich świetnych win, że trudno się opijać francuskim sikaczem. Tu hucznie obchodzi się dzień św. Marcina (11.11), kiedy to obowiązkowo je się dania z gęsi i pije właśnie młode wino, tyle że z węgierskich zbiorów. W Siófok jest to zarazem Festiwal Palinki. Oczywiście nikt tu nigdy nie słyszał o andrzejkach i nawet nie staram się im za bardzo tłumaczyć, o co w tym chodzi.

Węgrzy w listopadzie też imprezują – inaczej bym się tu nie przeniosła!

Ktoś gotów pomyśleć, że nie pisałam 3 miesiące, bo czekałam aż ulubiony listopad przyniesie mi wenę. Nic z tych rzeczy. Końcówka wakacji była bardzo pracowita, a gdy w końcu znalazłam chwilę, mój aparat fotograficzny podał się do dymisji. Sprowadzenie takiego, jak chciałam, do Siófok zajęło nieco czasu. A gdy w końcu tydzień temu trafił w moje ręce, ja się solidnie rozchorowałam. I tak w tegoroczny listopad wjechałam na antybiotyku. Z ukosa spoglądam na kalendarz, do której imprezy uda mi się stanąć na nogi…