Monthly Archives: Styczeń 2013

Wymiana społeczna wypiera forint

W kółko pojawiają się spekulacje na temat przyczyn osłabienia węgierskiej waluty, ale od razu mówię, że wszelkie są wyssane z palca. Jeśli forint kiedykolwiek zniknie z rynku, to stanie się to za sprawą powszechnej wymiany społecznej.

Na Węgrzech niezwykle popularny jest handel wymienny. „Murarz domy buduje, krawiec szyje ubrania…” – tu jak u Tuwima wszyscy dla wszystkich są użyteczni. I nie jest to jakiś wynik kryzysu. Widać, że Węgrzy mają duże poczucie solidarności społecznej i chyba było tak zawsze. Jak jest świniobicie, to sąsiedzi pomagają, ale i każdy dostanie trochę mięsa czy gotowych wyrobów. Ten, co ma sad, wymienia jabłka na jajka. Jak krawcowej popsuje się komputer, to informatykowi uszyje firanki.

Ten mechanizm ma też dodatkowy wymiar – ludzie czują się potrzebni sobie nawzajem i wiedzą, że mogą na siebie liczyć.

Pół litra palinki wymieniłam dziś na niedzielny obiad – wszystko domowe: deska mięs, kiszona kapusta i różowe wino.

Pół litra palinki wymieniłam dziś na niedzielny obiad – wszystko domowe: deska mięs, kiszona kapusta i różowe wino.


Prawdziwy koniec świata

Jakby ktoś był ciekaw, to na Węgrzech prawdziwą klęską paraliżującą życie kraju są opady śniegu. 1 – 2 cm to się jakoś da przeżyć, ale 10 cm to jest katastrofa. Rzeczywiście śnieg nie pada tu zbyt często, a jeśli już, to w ilościach symbolicznych – przynajmniej w porównaniu do Polski. Parę dni temu odwiedził mnie znajomy i na wstępie oświadczył, że jeśli zacznie padać, to będzie się musiał zwijać, bo nie dotrze do domu. Nie zapowiadali żadnych śnieżyc, wszyscy jeżdżą na zimówkach, pługi w gotowości bojowej, więc popatrzyłam się jak na wariata, ale on naprawdę nie żartował.

Wieczór na szczęście spędziliśmy bez ewakuacji, za to dziś w nocy spadło 15 cm śniegu! Prószyło tak skutecznie przez kilkanaście godzin, temperatura spadła nieco poniżej zera, więc dziś rano podziwiać mogłam prawdziwy koniec świata. Kto absolutnie nie musiał poruszać się autem, zostawiał je pod domem. Ulice wymarłe. Kierowcy autobusów z wrażenia spoceni jak myszy – mijałam się dziś z takim jednym na zakręcie. Jak zobaczyłam przerażoną minę faceta, to mu się grzecznie zatrzymałam na poboczu, żeby mógł wykonać ten jakże niebezpieczny manewr na zaśnieżonej jezdni. Na parkingu pod Tesco stały najwyraźniej tylko samochody pracowników. W sklepie żywej duszy! Podstawówki chyba działały, bo widziałam maluchy z tornistrami, ale dwie szkoły średnie, do których wielu uczniów dojeżdża, zamknięte na głucho. W hali targowej tylko kilku najwytrwalszych sprzedawców. To może mieszkańcy Siófok spacerują, korzystając  z uroków pogody? A skąd! W porcie raptem jedna zbłąkana para, Balaton w śnieżnych zaspach nikogo nie interesuje.

Ale co ja będę pisać – obejrzyjcie sami zimowe foto-story:

Taki oto wstrząsający widok spotkał Węgrów dziś z rana.

Taki oto wstrząsający widok spotkał Węgrów dziś z samego rana.

"Dzień bez samochodu" w wydaniu węgierskim.

„Dzień bez samochodu” w wydaniu węgierskim.

Ruchliwe centrum bez aut to w Siófok niespotykany widok.

Ruchliwe centrum bez aut to w Siófok  raczej niespotykany widok.

Za to w okolicach poczty nie miałam jak zaparkować, bo wszyscy porzucili swe pojazdy.

Za to w okolicach poczty nie miałam jak zaparkować, bo wszyscy porzucili swe pojazdy.

Pod Tesco z kolei pustki - tak na parkingu, jak i w sklepie.

Pod Tesco z kolei pustki – tak na parkingu, jak i w sklepie.

W hali targowej też byłam jedyną klientką.

W hali targowej też byłam jedyną klientką.

Boczne uliczki rzeczywiście były bardziej zaśnieżone, ale nie przesadzajmy.

Boczne uliczki rzeczywiście były bardziej zaśnieżone, ale nie przesadzajmy.

Wszystko naprawdę wygląda, jakby zapadło w zimowy sen.

Wszystko naprawdę wygląda, jakby zapadło w zimowy sen.

Mój Peugeot wytrenowany na warszawskich zimach tu może uchodzić za wóz bojowy.

Mój Peugeot wytrenowany na warszawskich zimach tu może uchodzić za wóz bojowy.

Balaton majestatycznie piękny i osamotniony.

Balaton majestatycznie piękny i osamotniony.

Na spacer w porcie odważyła się tylko jedna para.

Na spacer w porcie odważyła się tylko jedna para.

A przecież - jak na koniec świata, jest całkiem romantycznie.

A przecież – jak na koniec świata – jest całkiem romantycznie.


Szczęśliwej trzynastki!

Zgodnie z węgierską tradycją po północy w żadnym szanującym się sylwestrowym menu nie może zabraknąć soczewicy. Zjedzenie jej bowiem gwarantuje, że nadchodzący rok będzie bogaty i dostatni. Nikt się tu nie mityguje, że pieniądze szczęścia nie dają – zawsze lepiej je mieć! Obojętnie czy na prywatkach, czy w ekskluzywnych hotelach, najczęściej serwuje się zupę z soczewicy. Ale tak naprawdę podać ją można na sto sposobów, jak kto lubi. My – czyli cała wesoła polsko-węgierska ekipa bawiąca się u mnie w domu – zarządziliśmy naleśniki z soczewicą.

Niech te pieniądze uśmiechają się do Was cały rok!

Niech te pieniądze uśmiechają się do Was cały rok!

Tak przy okazji naszła mnie refleksja, że w Polsce najczęściej by podtrzymać gości po toastach serwuje się barszczyk z pasztecikiem. Co najmniej jakbyśmy łaknęli krwi, a wychodził z tego niezły pasztet. Często alternatywą jest bigos… Też nie wróży najlepiej. Nadrabiajcie zatem kulinarne zaległości – wierzę, że w karnawale soczewica działa równie mocno!

A wszystkim, niezależnie od menu, życzę, żeby ta 13 okazała się niezwykle szczęśliwa, przynosząc same sukcesy, mnóstwo energii i cały Balaton miłości!