Monthly Archives: Marzec 2013

O zajączku, co jajka chowa

Trzy lata temu, gdy nie znałam jeszcze dobrze języka węgierskiego ani różnych węgierskich zwyczajów, tłumaczyłam ofertę wielkanocną pewnego hotelu. Jedno ze zdań opisujących przewidziane dla gości atrakcje brzmiało mniej więcej tak: „Podczas gdy rodziców zaprosimy na drinka, dzieci zajmą się przygotowaniem gniazdek, w których zajączek ukryje swoje jajka.” Po drinku to chyba był ten, co to pisał. Zapytałam wspólnika, a ten zaczął się śmiać, że dokładnie taki jest zwyczaj, a rodzice też mają niemały kłopot, by wytłumaczyć dzieciom, dlaczego zajączek przynosi  na Wielkanoc jajka.

Węgrzy obchodzą Święta Wielkanocne podobnie do nas, choć są pewne różnice wynikające z tego, że jest to kraj po połowie protestancki i katolicki, a w ogóle to mocno zlaicyzowany i podejście do spraw wiary jest znacznie inne niż w Polsce.

Wraz z nastaniem ładnej pogody w Siófok zaczyna się festiwalowy sezon.

Wraz z nastaniem ładnej pogody w Siófok zaczyna się festiwalowy sezon.

Nie chodzi się ze święconką. Moja mama spędzając u mnie Wielkanoc była tym faktem nieco rozczarowana, bo u nas to jednak silna tradycja, żeby się potem tym poświęconym jajeczkiem podzielić. Ale poszłyśmy do portu, nad Balaton, gdzie jak co roku odbywał się w Siófok Festiwal Wielkanocny. Występy artystyczne, przysmaki, alkohole i pokazy rękodzieła. W sobotę w południe na scenę wkroczył ksiądz. Powiedział parę słów o tym, co w tych świętach ważne, co temu naszemu radowaniu się powinno przyświecać – i idę o zakład, że jego przekaz w tej festiwalowej atmosferze był bliższy zwykłym ludziom. Następnie poświęcił całe kosze słodkiej chałki, którą rozdano wśród zgromadzonych. Przełamałyśmy się tą święconką na tle Balatonu, a mama orzekła, że tradycja to wcale nie gorsza od naszej.

Miejsce tancerzy zajmuje ksiądz i nikt się nie oburza, że to nie wypada.

Miejsce tancerzy zajmuje ksiądz i nikt się nie oburza, że to nie wypada.

Mi zaś spodobał się kolektywizm tej całej sytuacji. Że w takich momentach rzeczywiście można poczuć, że Kościół to wspólnota wiernych. Bardzo lubiłam chodzić ze święconką w Polsce, ale – darujcie, nie chcę nikogo urazić! – dla mnie to był teatr. Fascynujący, począwszy od strojów, przez przystrojenie koszyków i ich zawartość, aż po łatwe do odgadnięcia napięcia rodzinne. Każdy łypał na sąsiada, czy aby lepiej się nie prezentuje. W tej rewii solistów duch zatracał się dokumentnie.

Od sztucznych polskich gestów wolę prawdziwą lamę nad Balatonem.

Od sztucznych polskich gestów wolę prawdziwą lamę nad Balatonem.

W odniesieniu do polskich zwyczajów bardzo mi się zawsze podobały opowieści mojej babci, prawosławnej Rosjanki, która zakochała się w Polaku i dlatego Polska stała się jej ojczyzną. Babcia niestety zmarła miesiąc temu, dożywając pięknego wieku 86 lat, ale wolę ją wspominać na wesoło, bo zawsze taka była. A zatem z szelmowskim uśmiechem opowiadała, że w Kościele prawosławnym na wielkanocnej mszy pop ogłasza, że Chrystus zmartwychwstał i wówczas należy się wycałować ze wszystkimi stojącymi obok sąsiadami, powtarzając słowa: „Kristos waskriesł”. Chłopcy zawsze starali się wykorzystać tę okazję, stając na mszy koło dziewczyny, która im się podobała, żeby dostać całusa. Oczywiście odmówić nie można było w żaden sposób! Nie muszę dodawać, że babcia zawsze stała w tłumie.

Na festiwalu nie brak rozmaitych zajęć dla dzieci - czysta radość tworzenia!

Na festiwalu nie brak rozmaitych zajęć dla dzieci – czysta radość tworzenia!

Okazja do pogłaskania zwierzątek jest równie kusząca dla maluchów, jak i ich rodziców.

Okazja do pogłaskania zwierzątek jest równie kusząca dla maluchów, jak i ich rodziców.

Na Węgrzech są pisanki, ale te najbardziej tradycyjne są… podkuwane. Tak, tak jak podkuwa się konia. Robota to diabelnie precyzyjna. Wydmuszki ozdabia się kawałkami metalu, które przybija się za pomocą maleńkich nitów do skorupki. Motywem przewodnim jest oczywiście podkowa, która ma przynosić szczęście, ale są i kwiaty, ludowe esy-floresy – wyobraźnia artystów nie zna granic. Pisanki mogą być też malowane, a wiesza się je na drzewach w ogródku. Takie choinki w wersji wiosennej.

Podkuwanie jajek to prawdziwa węgierska specjalność, ale też sztuka zanikająca.

Podkuwanie jajek to prawdziwa węgierska specjalność, ale też sztuka zanikająca.

Ten mistrz przejął fach po ojcu, ale nie ma pewności, czy rodzinna tradycja będzie kontynuowana.

Ten mistrz przejął fach po ojcu, ale nie ma pewności, czy rodzinna tradycja będzie kontynuowana.

Wielkanocne menu nie odbiega za bardzo od naszego. Jajka na wszystkie sposoby, szynka, mięsiwa. Żurku Węgrzy nie znają, chociaż im bardzo smakuje. Nie ma też na Węgrzech białej kiełbasy. W ogóle  nie ma innej kiełbasy niż z papryką, więc śmiało można powiedzieć, że każda kiełbasa jest czerwona. Póki nie zzielenieje. Jedyny punkt obowiązkowy – tak jak u nas wielkanocne baby – to wspominana już chałka, nazywana tutaj kołaczem.

Mięso na wszystkie sposoby to istota Wielkanocy - tradycja każe porządnie najeść się po poście. Post z tradycji wypadł.

Mięso w każdej postaci to istota Wielkanocy – tradycja każe porządnie najeść się po poście. Post z tradycji wypadł.

A na deser słodkości, które z powodzeniem zastąpią mazurki.

A na deser słodkości, które z powodzeniem zastąpują polskie mazurki.

Wracając do zajączka, to on jest głównym bohaterem Wielkanocy. Po wielkanocnym śniadaniu dzieci (głównie) udają się na poszukiwania jajek ukrytych przez zajączka. Najlepiej do ogrodu, jeśli  jest, a kryjówkę nazywa się gniazdkiem. Przeważnie czekają w nim czekoladowe jajka, które można przed świętami kupić w różnych pięknych opakowaniach. Ale mogą też być inne drobne prezenty. Porównując, to trochę nasze mikołajki – upominki są symboliczne, a cała radość w szukaniu.

Naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby zajączek w prezencie przyniósł zajączka.

Naturalnie nic nie stoi na przeszkodzie, aby zajączek w prezencie przyniósł zajączka.

W poniedziałek jest śmigus-dyngus, ale też inny niż w Polsce. Dziewczyny oblewa się wodą, choć ja przeżyłam tu najlepszy lany poniedziałek mojego życia – zostałam oblana palinką! Głównym jednak punktem programu są okolicznościowe wierszyki, których węgierscy chłopcy znają całe mnóstwo. Otwierasz więc zaspana drzwi i masz u progu konkurs recytatorski. Wiadomo, że skończy się oblaniem, tylko nie wiadomo kiedy. Bez wierszyków oblewanie się nie liczy. W sumie też mi się podoba, bo co to za sztuka przynieść wiadro wody.

Kellemes Nyuszikát! Wesołego Zajączka!