Monthly Archives: Grudzień 2013

My się zimy nie boimy, langosze smażymy!

Znów będzie wspomnień czar i smaki wakacji, ale spokojnie do odtworzenia w Polsce. Tak jak gofry nad morzem, zapiekanki w Warszawie i grillowane oscypki w górach, tak na Węgrzech w ramach szybkiej przekąski królują langosze.

Pisze się lángos, a láng po węgiersku to płomień, czyli w luźnym tłumaczeniu: podpłomyki. Placki, które z dowolnie dobranym nadzieniem stanowią całkiem słuszną przekąskę, bo są same w sobie niebywale kaloryczne i sycące. Drożdżowe ciasto, skrzyżowanie pizzy z pączkiem i na taki placek usmażony w głębokim tłuszczu nakłada się czosnek, śmietanę i żółty ser – to jest wersja light. Bardzo zdrowe, głównie przez ten czosnek. Kalorii dostarcza tyle, że po dwóch gryzach można przenosić żaglówki na drugi brzeg bez względu na warunki pogodowe. W wersji bardziej rozbudowanej od podstawowej langosze posypuje się boczkiem, szynką, mięsem. Oczywiście są też wersje na słodko.

Mam ukochanych sąsiadów: Karola i Marię (kto czytał „Rejs po Węgrzech”, ten wie wszystko o Calineczkach). Ja już u nich nie mieszkam, ale wspólnie dorobiliśmy się całej rodziny gości z Polski i Marika urządziła nam tego lata kurs smażenia langoszy.

Na stole w ogródku powstały profesjonalne warsztaty kulinarne.

Na stole w ogródku zrodziły się profesjonalne warsztaty kulinarne.

Kto był na Węgrzech i już to cudo kosztował, ten może sobie wyobrazić, jaka to radość w końcu się dowiedzieć, jak langosze powstają. Kto nie był – ten koniecznie musi przyjechać i skosztować na miejscu. W obu przypadkach frajda, czy aby nam wyszło to, o co chodziło – gwarantowana!

Oto skrzętnie zanotowany przepis:

Uprzednio przygotowujemy worek na śmieci wysmarowany olejem.

100 ml mleka 2,8%

2 kostki/2 łyżeczki cukru

50 g drożdży

Mleko z cukrem tylko podgrzać, nie gotować. Rozpuścić drożdże, zostawić, żeby urosły.

1 kg maki pszennej

1 łyżka stołowa soli

1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej (można dać trochę z górką, to ciasto bardziej wyrośnie, będzie bardziej puchate)

0,5 l jogurtu naturalnego lub kefiru, ewentualnie zsiadłe mleko (nie można zastąpić śmietaną!)

1 jajko

Marika skrzętnie odmierzała wszystkie proporcje, podczas gdy Karol pracował w ogródku.

Marika skrzętnie odmierzała wszystkie proporcje, podczas gdy Karol pracował w ogródku (znajdź Karola na zdjęciu!).

Wszystkie składniki mieszamy w dużej misce ręką, dodajemy wyrośnięte drożdże i wyrabiamy dokładnie ciasto, tak by wtłoczyć w nie jak najwięcej powietrza. Ciasto musi być gładkie, odchodzić od ręki i od miski. Jeśli jest za gęste, można dodać więcej jogurtu/kefiru.

Karol nie mógł pomóc, bo pracował w ogródku.

Karol nie mógł pomóc, bo pracował w ogródku.

Ale Marika tak wyrabiała ciasto, że wszyscy patrzyli jak zaczarowani.

Ale Marika tak wyrabiała ciasto, że wszyscy patrzyli jak zaczarowani.

Wkładamy ciasto do worka luźno zamykając, by miało miejsce urosnąć, ale by nie obeschło. Pakunek wkładamy do lodówki na najchłodniejszą półkę. Maria twierdziła, że to najniższa półka, ja bym powiedziała, że najwyższa. U Marii ciasto leżało na najniższej i dało radę.

Taka porcja wystarcza na kilkanaście placków. Ciasto musi poleżeć minimum 1 noc w lodówce, ale może leżeć max. tydzień, jeśli chcemy codziennie smażyć po 1-2 langosze (po prostu urywa się po kawałku i smaży, reszta leży i czeka na kolejnych zgłodniałych gości).

Drożdżowe ciasto, które ma rosnąć w lodówce, to była dla mnie nowość - nie będę ukrywać.

Drożdżowe ciasto, które ma rosnąć w lodówce, to była dla mnie nowość – nie będę ukrywać.

Następnego dnia rozgrzewamy olej w możliwie szerokim rondlu (na moje oko potrzebny nam minimum litr oleju). Wyciągamy ciasto z lodówki i szklanką/kuflem/miseczką (w zależności od wielkości rondla) wykrawamy krążki ciasta. Według mnie trzeba też wziąć pod uwagę, na ile nam ciasto wyrosło – jeśli bardzo, lepiej wykroić mniejszy krążek. Każdy krążek ciasta rozciągamy w dłoniach palcami – ostrożnie, by nie porobić dziur, ale by wyszedł nam możliwie najcieńszy placek. Umiejętnie kładziemy go na rozgrzany olej, ale smażymy na stosunkowo małym gazie. Gdy brzegi zaczną się rumienić, a cały placek zesztywnieje, przewracamy go na drugą stronę. Smażymy do zrumienienia i wykładamy (najlepiej pionowo! opierając np. o ścianę) na tacę wyłożoną ręcznikami papierowymi, żeby dobrze ściekł olej – langosze nie mogą być nim nasiąknięte.

lángos 6

Langosze w sumie można jeść bez niczego – są jak uśmiechnięte słoneczka.

Podajemy ciepłe, bo tylko takie są smaczne. Placków nie można odgrzewać, podać ich na drugi dzień. Stąd ta metoda, by smażyć na bieżaco, dokładnie tyle, ilu jest głodnych gości. Ciasto może zostać, ale w surowej postaci. Niestety, to oznacza, że gospodyni jest uwiązana w kuchni – najlepsze rozwiązanie, to przenieść tam całą imprezę.

Dodatki to wyciśnięty lub posiekany czosnek (według mnie przy dużej ilości gości można go przygotować wcześniej i zalać olejem, by nie stracił aromatu – lepiej się też będzie rozsmarowywał po cieście), starty żółty ser i śmietana. To jest kanon. Ale langosze tak naprawdę można podawać, z czym kto lubi. Z szynką, kiełbasą, grzybami, warzywami, leczo, z jajecznicą, z dżemem albo posypane cukrem pudrem. Fantazja nie zna granic.

Jó étvágyat (kívánok)! Smacznego (życzę)!


Odliczanie do świąt

Jak co roku na głównym placu Siófok wyrósł adwentowy kiermasz. Można na nim kupić drobne upominki, świąteczne ozdoby i oczywiście zjeść i wypić. Z naciskiem na to ostatnie, bo nie tyle chodzi o handel, co o miejsce spotkań. Podobnie jak przez krakowski Rynek, tu też nie można przejść, żeby nie wpaść na znajomego.

tu bedzie podpis

Kiermasz trwa nieprzerwanie do świąt, a w weekendy uatrakcyjniać go mają pokazy i koncerty.

U stóp wieży ciśnień najwyższa choinka wydaje się niepozorna.

U stóp wieży ciśnień nawet najwyższa choinka wydaje się niepozorna.

Wiele już razy pisałam, że Węgrzy się nie spieszą. Nie wiem, w Budapeszcie pewnie się spieszą, ale nad Balatonem nad mieszkańcami ma władzę niezwykły spokój bijący od węgierskiego morza. Jak raz wpadłam z impetem do piekarni, to wystraszyłam wszystkie sprzedawczynie, bo myślały, że coś się stało. Cóż, odzywa się czasem we mnie warszawianka. Co ciekawe, u nas ten pęd jest oznaką wigoru i młodości. A młodzi Węgrzy też się nigdzie nie spieszą, nie niecierpliwią – mają czas, całe życie przed nimi.

Jest szopka, za to nie ma ryczącej kakofonii kolęd i sztucznych Mikołajów.

Jest szopka, za to nie ma ryczącej kakofonii kolęd i sztucznych Mikołajów.

To najlepsze miejsce, by kupić drobny upominek.

To najlepsze miejsce, by kupić drobny upominek.

 

Na węgierskiej choince nie może zabraknąć cukierków.

Na węgierskiej choince nie może zabraknąć cukierków.

Pierwszy raz na Boże Narodzenie ma do mnie przyjechać mama. Bardzo jestem ciekawa, jak jej się będzie podobało, tym bardziej że nigdy nie widziała Balatonu zimą. A święta mają być po lodzie. Oby!

Na zgłodniałych już czeka kuchnia polowa.

Na zgłodniałych już czeka kuchnia polowa.

A może smażona rybka wprost z Balatonu, a po niej tradycyjny kołacz?

A może smażona rybka wprost z Balatonu, a po niej tradycyjny kołacz?

 

Pierwszy bałwanek już jest - jak w święta spadnie zapowiadany śnieg, na pewno dorobi się towarzystwa.

Pierwszy bałwanek już jest – jak w święta spadnie zapowiadany śnieg, na pewno dorobi się towarzystwa.