Monthly Archives: Październik 2014

Sobotnia wycieczka za miasto

Wiele osób się puka w głowę, że mogłam zostawić Warszawę. Moje miasto, w którym się urodziłam i spędziłam tyle cudownych chwil. Przepiękne miasto, choć mocno pokiereszowane, ale może też ta niebanalna uroda dodaje mu siły. Niczemu nie przeczę. Warszawę kocham i warszawianką będę zawsze. Tylko to jest jak miłość do rodziców i do chłopaka. Mój chłopak urodził się w Siófok.

Z Warszawy wyrosłam tak, jak się wyrasta z rodzinnego domu. Teraz chłopak ważniejszy, więc się nie dziwcie tym ochom i achom, że tak mi cudnie nad Balatonem. Ale żeby to ująć bardziej obrazowo: w jakim mieście by się nie mieszkało, w sobotę chętnie się jedzie na wycieczkę w plener.

Dziwnym trafem w najpiękniejszej Warszawie takich widoków nie ma.

Dziwnym trafem w najpiękniejszej Warszawie takich widoków nie ma.

Warszawa jest nieźle położona i oferuje sporo możliwości. Można pójść na spacer do Łazienek, można pojechać do Wilanowa. Można przebić się przez korki i trafić nad Zegrze (bardziej sportowo) lub do Kazimierza (bardziej artystycznie). Żadnej z tych atrakcji niczego nie brakuje, poza tym że zna się je od dziecka i brak im rozmachu.

Przeniosłam się więc na węgierską prowincję. I na weekend pojechałam z moją przyjaciółką Sylwią do Szigliget na Festiwal Młodego Sandacza. Po drodze miałyśmy przystanek w Tihany. Szigliget to w odniesieniu do Warszawy taki zamek w Czersku (podobna odległość). Tihany przyrównać można do Kazimierza nad Wisłą (ale tylko 15 km od Siófok łącznie z przeprawą promową). Wszystko z tą drobną różnicą, że oba węgierskie odpowiedniki zapierają dech w piersiach.

Roślinki wyrastają spod kamieni i kuszą węgierską odmianą czterolistnych koniczynek.

Roślinki wyrastają spod kamieni i kuszą węgierską odmianą czterolistnych koniczynek.

t3

Na stan mojej wiedzy to jest rokitnik. I też można z niego zrobić palinkę – tego jestem pewna, nie wiem tylko, czy dobrze tłumaczę nazwę na polski.

Tihany miał być na chwilkę, bo dobrze znany i niczym nie zaskoczy, a niespodzianek było tyle, że ledwie z niego wyjechałyśmy. Jesienią przeistacza się w melancholijne miasteczko o tysiącu barw.

Strzechy, wino, chodź tu dziewczyno...

Strzechy, wino, chodź tu dziewczyno…

t6

Idę o zakład, że wielu by obstawiało, że to Bretania albo Prowansja.

Na Wszystkich Świętych kwitnie lawenda i róże.

Na Wszystkich Świętych kwitnie lawenda i róże.

Przyjechałyśmy na Węgry wyposażone w przewodnik Pascala, który ma tyleż zalet, co wad. Im lepiej znamy Węgry, tym wady są bardziej komiczne. Półwysep Tihany od wieków słynie m.in. ze Wzgórza Echa. Jest taki punkt, że jak się krzyknie, to odbija się echem na cały Balaton. Wzgórze Echa jest w naszym przewodniku opisane tak, że go nie mogłyśmy znaleźć przez 7 lat. Dziś się udało dzięki temu, że zaprzyjaźnieni klienci HelkaTours służyli pomocą, a ponadto Sylwia pali, a obok wyznaczonego miejsca dla palaczy nieprzytomnie darli się wszyscy bez względu na wiek i narodowość. Echo dawało tak, że nie mogłyśmy już mieć wątpliwości.

To jest takie niepozorne miejsce, gdzie należy wejść na kamienny słupek i zrobić z siebie głupka.

To jest takie niepozorne miejsce, gdzie należy wejść na kamienny słupek i zrobić z siebie głupka.

t8

Tuż obok jest pomnik nieco syreniej dziewoi, która nasłuchuje echa.

t9

Skojarzenia tylko dla dorosłych: pani ma wyraz twarzy gotowy świadczyć jednoznaczne usługi powracającym z rejsów…

Druga rzecz nie-do-odnalezienia w naszym przewodniku to droga krzyżowa. I dziś znów całkiem przypadkiem, szukając trochę innej drogi powrotnej do samochodu, trafiłyśmy na Kalwarię. Ciężko znaleźć trafne słowa do opisania świadectwa czyjegoś męczeństwa. Przecież nie powiem, że piękne albo zachwycające. Ale w tym krajobrazie, w tej poetyce – zwala z nóg. Z reporterskiego obowiązku zaznaczę, że nie jestem nawet chrzczona. Ale są takie miejsca, że człowiek się czuje bardzo blisko Boga, jakkolwiek go nie nazwiemy.

Dla mnie Jezus jest postacią z krwi i kości. I na Tihany ta wizja bardzo przemawia do człowieka.

Dla mnie Jezus jest postacią z krwi i kości. I na Tihany ta wizja bardzo przemawia do człowieka.

t11

Widok oszałamiający. Zwłaszcza, że opactwo benedyktynów wzniesiono tu w XI w.

t12

Wszędzie, zawsze ludzkie cierpienie jest uniwersalne i nie znam religii, która by się pod tym nie podpisała.

t13

Teraz będzie bluźnierstwo. Z Kalwarii jest niebywały widok na autostradowy wiadukt. I jest w tym też nieodparta boska pochwała ludzkiego talentu.

Ruszyłyśmy w stronę Szigliget. Nie będę ściemniać – wiedziałyśmy, gdzie jest zamek, ale samego miasteczka nie znałyśmy. Będąc w centrum skręciłyśmy w tę ulicę, którą podążała większość. Jak się okazało słusznie, ale to, że dobrze zrobiłyśmy, okazało się za parę kilometrów. Bo Szigliget nie jest duże, ale potwornie rozwleczone w przestrzeni. Jednakowoż korek w obie strony połączony z dzikim parkowaniem na wcisk po obu stronach jezdni nie pozostawiał wątpliwości, że trafiłyśmy w rejon imprezy.

Spośród 1001 szczegółów znajdź perfekcyjnie zaparkowanego srebnego Peugeota 306.

Spośród 1001 szczegółów znajdź perfekcyjnie zaparkowanego srebrnego Peugeota 306.

W takich sytuacjach jedynym rozwiązaniem pozostaje wstawiennictwo do sił wyższych. Mówię do Sylwii: „Módl się!”, bo ona w przeciwieństwie do mnie ma większość sakramentów. Sylwia jest osóbką niepozorną, ale męskie serca łamie skutecznie, także te w duchowych przestworzach. Ledwiem powiedziała, facet wyjeżdża. Ja kierunkowskaz, gromienie wzrokiem gościa, który też już ma chrapkę na to miejsce i… korek w dwie strony, żebym mogła zrobić kopertę. Miejsca na milimetry. Przecież jak teraz nie zaparkuję na tym miejscu obwieszona przez sępy, to mnie tu rozdziobią. „Sylwia, teraz naprawdę się módl!!!”. Wjechałam za pierwszym razem.

Dupka przy dupce z nie byle kim, bo Trabi to jest Barbi i długo by opowiadać.

Dupka przy dupce z nie byle kim.

Festiwal w Szigliget jest niegłupio pomyślany, bo odbywa się na głównej plaży. Wakacyjne bufety smażą rybki, są ogólno dostępne toalety, działa ochrona i punkty medyczne.

Parasolki z Cherbougra - chciałoby się powiedzieć.

Parasolki z Cherbougra – chciałoby się powiedzieć.

W głównej roli oczywiście występuje młody sandacz. Ale zamiast o nim pisać, to lepiej go oglądać. I oczywiście zamiast go oglądać, to lepiej go konsumować.

Świeżuteńkie sandacze wprost z lodu na patelnię - za skojarzenia nie ręczę.

Świeżuteńkie sandacze wprost z lodu na patelnię – za skojarzenia nie ręczę.

t18

Obsłużyć tyle patelni to mistrzostwo świata (za skojarzenia nadal nie ręczę).

t19

Rybki są obtaczane w mące 1:1 ze słodką papryką w proszku i rzucane na głęboki tłuszcz.

t20

To jest chyba moja cała odpowiedź, jak Węgrzy umieją się bawić (pod koniec października).

t21

Żeby nie było, że tylko dla nienormalnych, co lubią ryby – porządny prosiaczek ratował prawdziwych mięsożerców.

My jednak rybka - taki młody sandacz to jest po prostu bajka.

My jednak rybka – taki młody sandacz to jest po prostu bajka.

Festiwal to także niebywały popis węgierskiego rękodzieła.

Grzybki i makówki w sam raz do ogródka jakiegoś nałogowca.

Grzybki i makówki w sam raz do ogródka jakiegoś nałogowca.

Kolejne zaskoczenie zgotowała aura. Balaton ma wyjątkowo wysoki poziom, a ostatnie ulewy większość nadbrzeża przeistoczyły w małe Wenecje. Plaża w Szigliget stała się trawiastym błotnym bajorkiem. Na potrzeby festiwalu wyłożonym słomą. Ja wszystkim ręczę, że organizatorzy starali się, jak mogli. Ale i tak łaziliśmy po kostkach w błocie. Takie październikowe węgierskie Woodstock.

Wysypanie podmokłego nadbrzeża słomą to niegłupi pomysł.

Wysypanie podmokłego nadbrzeża słomą to niegłupi pomysł.

t24

Ale i tak natura jak zawsze wygrywa z człowiekiem i wiele bajorek urozmaicało krajobraz.

t25

W słomie solidarnie imprezowali wszyscy, nie bacząc, że im z butów wychodzi.

t26

Prawdziwy hit sprzedaży – kalosze.

Co by nie było, jak by nie było, będzie się wspominać do końca życia. Chociażby dla takich widoków, których nie ma w Łazienkach ani w Wilanowie.

To jeden z wielu powodów, dla których nie chcę już mieszkać w Warszawie.

To jeden z wielu powodów, dla których nie chcę już mieszkać w Warszawie.


Grillowanie czy sprzątanie?

Dziś była idealna pogoda na mycie okien. W odczuciu polskiej gospodyni to w ogóle ostatni dzwonek, żeby umyć okna przed zimą. Słońce, 25 st. C. Ale na Węgrzech jesień się ledwo zaczyna. I tę wciąż trwającą końcówkę lata wykorzystuje się na imprezy i grillowanie. Sprzątać będziemy, jak się zrobi zimno.

O sławetnych grillach w palinkarni już pisałam, ale konglomerat smaków tak zwala z nóg, że za każdym razem jest to przeżycie. Uważam, że Polacy bardzo dobrze umieją grillować – te karkówki, kaszaneczki… A jednocześnie grillowanie ma coś w sobie, że w każdym kraju ma charakterystyczny rys. Słodowy zapach kiełbasek podlewanych piwem na zawsze będzie mi się kojarzył z Niemcami. Węgierskie mięsiwa z paprykowej zalewy z prażoną cebulką i frytkami to jest coś tak przepysznie niezdrowego, że natychmiast ma się ochotę zostać bratanką bratanków po wsze czasy.

grill 1

Ponacinane plastry boczku zwijają się w tłuszczu w „kogucie grzebienie”. Na środku rumieni się cebulka.

grill 2

Do cebulki lądują frytki – grzebienie przypiekają się po bokach.

Całe towarzystwo trzeba stać i pilnować. Przewracać i rumienić. Zapach, jaki się przy tym rozchodzi, jest zaprzeczeniem wszystkich diet. Tłuszcz wytopiony z boczku podlewa frytki, sprawiając, że te ogólnie dostępne do beztłuszczowego przyrządzania z piekarnika wydają się zastępczą masą frytkopochodną.

grill 3

Czas na mięso, które przewędrowało przez paprykową zaprawę.

grill 4

Grill bardziej przypomina wok niż bliższy nam ruszt, ale na Węgrzech to bardzo popularny sposób smażenia.

Może to jeszcze jeden dowód na to, że Węgrzy do Europy przywędrowali zza Uralu. Ale tłuszcz nie kapie na węgle, co jest ponoć rakotwórcze. A szczerze, to najlepsze jest to mieszanie smaków. Cebulkowy boczek, boczkowe frytki.

grill 5

Wszystko oczywiście odbywa się w kulisach mojej ukochanej drewutni.

Bez pracy nie ma kołaczy. Ktoś rąbie, by grillować mógł ktoś. Na zdjęciu widać znikomą część mojego urobku w sensie rąbania drewna.  I dobrze, ja to robię dla czystej przyjemności. Podobnie jak niektórzy grillują.

grill 6

Boczkowe grzebienie już odstawione w ciepłe miejsce – dochodzą frytki i mięso.

grill 7

Árpi swój grill skonstruował sam – z felgi samochodowej.

Już chyba wszyscy wiedzą, że mam fioła na punkcie maszyn, więc ta dodatkowa informacja zbytniej rewelacji nie czyni. Choć trudno wyzbyć mi się myślenia, że gdyby mój przebojowy węgierski przyjaciel mieszkał w Ameryce, to już dawno zbiłby fortunę na swoich pomysłach.

grill 8

Już wszystko gotowe, teraz tylko dosmażyć mięso z paroma ząbkami czosnku.

Uczta Bogów – takimi tylko słowami da się to określić. Ktoś się pewnie będzie krzywić, że przaśne i bez finezji (mozzarelli, oliwek, mrówek, pokrzyw i innych modnych obecnie kulinarnych trendów na różną skalę). Z nimi nawet nie chcę wchodzić w polemikę, czym jest schab w słonince przypieczony na feldze. Trzeba kochać samochody i jedzenie, żeby to pojąć.

I trzeba kochać Węgry, żeby móc coś takiego przeżyć.