Monthly Archives: Listopad 2014

Św. Andrzej zalajkował

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam andrzejki. Po pierwsze, każdy powód jest dobry, żeby poimprezować. Po drugie, spinają piękną klamrą cały zabawowy listopad, który zaczyna się imieninami mojej przyjaciółki Sylwii, ma potem w sobie trochę świąt okolicznościowych, mknie przez moje (Kasi) imieniny, by właśnie Andrzejem zakończyć z przytupem. Po trzecie, andrzejki pełne są magii z przymrużeniem oka – takiej, jaką najbardziej cenię.

Mówcie, co chcecie - to jest fajny zwyczaj i więcej w tym czaru niż w walentynkach.

Mówcie, co chcecie – to jest fajny zwyczaj i więcej w tym czaru niż w walentynkach.

Na Węgrzech nie ma tradycji wróżb andrzejkowych. Bratankowie patrzą na mnie trochę z rozbawieniem, ale i sympatią, jak opowiadam, że lałam wosk. Taki ze świeczek. Przez klucz na wodę. Bo to przepowiada przyszłość. Przecież nie zaniecham raptem dlatego, że się przeniosłam 850 km na południe?!

Gotowanie świeczek dla większości społeczeństw jest jednak anomalią.

Gotowanie świeczek dla większości społeczeństw jest jednak anomalią.

Ostatnimi laty siłą rzeczy wróżyłam sobie w samotności, ale ponieważ Sylwia jest już na stałe na Węgrzech, mam w końcu nieodzowne towarzystwo. Przystąpiłyśmy zatem obie do stosownych działań, przygotowując artefakty i budując nastrój – częściowo przez zapalenie świeczek, które nie szły na przetopienie, a w dużej mierze przez opróżnianie butelki wina.

To zdjęcie jest zaprzeczeniem dziennikarskich talentów, bo nie ma na nim ani świeczek, ani wina. Tylko ta reszta, która trudniej Wam sobie wyobrazić.

Na tym zdjęciu nie ma ani świeczek, ani wina. Tylko ta reszta, którą trudniej Wam sobie wyobrazić.

Ja lałam wosk jako pierwsza i wyszła mi… truskawka? Sylwii – kompletny okrąg (świat, pieniądz, koło). Zawsze warto drugim rzutem poprawić. Sylwia ulała Węgry (lub świnię, albo głowę diabła). Ja jabłko. Albo po odwróceniu do góry nogami – dupę.

W skupieniu - co też los przyniesie.

W skupieniu – co też los przyniesie.

Co najmniej, jakby się warzyły tajemne mikstury.

Co najmniej, jakby się warzyły tajemne mikstury (albo ważyły losy świata).

Generalnie przyszłość powinnam wiązać z przetwórstwem owocowym (palinkarnią?). Chociaż ta dupa też mi się podoba. Nawet bardzo mi się podoba. Sylwia będzie siedzieć na pieniądzach (na Węgrzech, ale nie na dupie), a i świnka to symbol dobrobytu. Plus konszachty z diabłem…  Jak się dobrze dopatrzyłyśmy u siebie nawzajem, to jeszcze wyszły nam rybki, byk, tajemnicze postacie i słoń z grubą trąbą. Wszystko na pieniądze albo dużą energię seksualną, bo mam taka książkę – sennik, co prawda, ale przecież tłumaczy symbole – i ten sennik absolutnie każdą rzecz sprowadza do seksu. Posiłkowałyśmy się więc literaturą fachową i było jeszcze śmieszniej.

Najpierw się wyczytało...

Najpierw się wyczytało…

...a potem trzeba to jakoś dopasować.

…a potem trzeba to jakoś dopasować.

Jabłuszko i truskaweczka - bogini przetwórstwa owocowego.

Jabłuszko i truskaweczka – bogini przetwórstwa owocowego.

Przyznać jednak muszę, że lanie wosku to świetna gimnastyka dla mózgu. Zabawa w niekończące się skojarzenia jest przednia i bardzo stymulująca. Już pal sześć te wróżby i czy się spełnią, jednak wieczór pełen śmiechu z przyjaciółką, to rzecz nie do przecenienia. Szczególnie, jak Sylwia nagle oznajmia, że pędzimy po gyrosa, bo umiera z głodu. Gyrosa mamy 50 m od domu, Sylwii wróżby się z miejsca spełniły, bo do zamówienia dostała gratis od firmy dwie baklawy.

Tu w końcu są wspomniane świeczki i wino.

Tu w końcu widać wspomniane świeczki i wino. Baklawy też, jak się ktoś umie przyjrzeć.

Temat andrzejkowych tradycji wciąż nam się przewijał. A to tak tylko w Polsce? Wygląda, że tylko w Polsce, choć coś tam próbują wywodzić ze starożytnej Grecji. W Szkocji to ogromne święto, ale o wróżbach ani słowa. I tak sobie konwersujemy, świeczka na stoliku się pali, odbija się w wygaszonym ekranie telewizora… i daje odbicie krzyża św. Andrzeja. W kolorach tęczy!

Ten "cud" jest w pełni wytłumaczalny. Co nie zmienia faktu, że chce się w takie cuda wierzyć.

Ten „cud” jest w pełni wytłumaczalny. Co nie zmienia faktu, że chce się w takie cuda wierzyć.

Święty ów został ukrzyżowany na krzyżu w kształcie litery „x” (niektóre źródła podają, że głową w dół). Stąd znaki drogowe na przejazdach kolejowych są popularnie nazywane krzyżami św. Andrzeja.

Wróżę sobie w andrzejki od niepamiętnych czasów, a pierwszy raz mi się zdarzyło, żeby święty patron tak chciał przypieczętować swoją obecnością wydarzenia wieczoru. Ani chybi, wyda nas za mąż hurtem. Za milionerów i sadowników.