Majówka na Węgrzech

Zasypujecie mnie mailami odnośnie weekendu majowego, dlatego postanowiłam na blogu dać Wam obraz sytuacji.

Przede wszystkim to nie jest tak, że tylko Polacy mają długi weekend. Owszem, na Węgrzech tylko 1 maja jest dniem wolnym od pracy. Ale gdy dobrze wypada – a w tym roku bardzo dobrze wypada, bo w środę – Węgrzy też robią sobie krótkie wakacje. Nie mówiąc o Austriakach czy Włochach, dla których Balaton to świetne miejsce na tani weekendowy wyjazd.

majowka-na-wegrzech-balaton-helka-travel

Balaton to wymarzone miejsce na majówkę. Dlatego rezerwację warto zrobić.

Stolicę w tych wywodach pominę, bo choć i w Budapeszcie najlepsze hotele na majówkę przeżywają oblężenie, to na upartego pewnie zawsze się jakieś pojedyncze miejsca znajdą.

A zatem jasne, że głównym celem jest Balaton. Tym bardziej, że jak pogoda dopisze, a ma dopisać, to można się w nim kąpać. Woda powinna mieć ok. 20 st. C. Cóż zatem prostszego, niż wsiąść w samochód i przyjechać w ciemno, na wariata. Przecież o tej porze tłumów nie ma, a noclegów jest mnóstwo. Niestety, to nieprawda.

balaton-weekend-majowy-helka-travel

To zdjęcie zrobiłam 3 maja w ubiegłym roku. Jak widać, chętni do kąpieli są.

Nad Balatonem bardzo niewiele miejsc otwiera się na majówkę. Pomijam te, które czynne są cały rok. Ale w przypadku obiektów sezonowych właściciele kalkulują, że dla względnie niewielkiego zysku z kilku nocy, kiedy to obowiązują ceny pozasezonowe, więc niższe, nie opłaca im się podejmować tego wysiłku. Z perspektywą, że nastepni goście pewnie przyjadą z początkiem czerwca.

Wiele domów nie ma ogrzewania. Jeśli pogoda będzie taka sobie, a noce względnie chłodne, właściciele obawiają się, że goście będą marzli i będą niezadowoleni. Dlatego też raczej otwierają z końcem maja, gdy aura robi się mniej kapryśna. Taką symboliczną datą przeważnie są Zielone Świątki, bo na Węgrzech wówczas poniedziałek też jest wolny. Ale to święto uzależnione od Wielkanocy i w tym roku obchodzone będzie dopiero 9-10 czerwca.

Ta późna Wielkanoc trochę też odbija się na majówce. A mianowicie taki dom i ogród po zimie trzeba posprzątać na przyjęcie gości. Gdy święta wypadają wcześniej, jest na to więcej czasu. Tym razem wiele osób woli ten czas spędzić z bliskimi, niż uwijać się dla letników. Powiecie, że można to zrobić wcześniej. I tak, i nie, bo wiele prac zależy od pogody. Nie mówiąc o tym, że wielu właścicieli nie mieszka tam, gdzie wynajmuje. Co oznacza, że mają też własny dom na głowie.

Z hotelami wcale nie jest lepiej. Te, które mogą liczyć na przyjazd grup i stałych klientów, robią otwarcie często już na święta. Ale to też oznacza, że z reguły od dawna mają porobione rezerwacje i komplet gości na te najbardziej oblegane terminy. Najczęstsza odpowiedź to „zapraszamy od 6 maja”.

Podsumowując: nie polecam przyjeżdżać w ciemno na majówkę na Węgry. Możecie się rozczarować o wiele boleśniej niż ja, która obdzwaniam właścicieli noclegów z pytaniami, kto ma otwarte i wolne miejsca. Tu jeszcze są:

Apartament Ola

Apartamenty Kurka

Kemping Füred


Optika Hungary 2019 Tihany

Często się mnie pytacie, czy nad Balatonem w ogóle się coś dzieje poza sezonem i czy ja się przypadkiem nie nudzę. Tymczasem tu się odbywa sporo międzynarodowych imprez. W jednej z nich w ostatni weekend brałam udział jako tłumacz. Na Półwysep Tihany zjechali wystawcy, m.in. z Polski, na targi optyczne.

club-tihany-helka-travel

Bez dwóch zdań jestem szczęściarą, że mam taką drogę do pracy.

club-tihany-helka-travel

A w tej drodze do pracy jeszcze kwitną magnolie.

club-tihany-helka-travel

Polska ekipa też się okazała bardzo w porządku.

Branża jak branża, ja na szczęście okularów nie noszę, więc tematyka mi obca zupełnie. Ale gdyby mi przyszło nosić, to raczej nie sądzę, bym zmieniała oprawki co kwartał wraz z nową kolekcją. Chyba nawet bym nie rozpaczała, że mam niemodne szkła sprzed 2 lat. Jednak miło sobie na takich zakręconych ludzi popatrzeć. Jeśli ktoś z Was chce być na topie, to mówię jasno: tylko okrągłe oprawki. Tego jeszcze nie widać, ale ten szał ma zaraz do nas dotrzeć. I żaden plastik, a wyłącznie druciane, tytanowe oprawki, bo są nowoczesne, lekkie i nie uczulają.

club-tihany-helka-travel

Moimi faworytami byli sąsiedzi, którzy prezentowali naprawdę dobry sprzęt.

club-tihany-helka-travel

W sumie były dwie ogromne hale wystawiennicze.

club-tihany-helka-travel

Prezentowały się firmy od malutkich po największe.

club-tihany-helka-travel

Wiele stoisk po prostu cieszyło oko.

Impreza odbywała się na terenie ośrodka Club Tihany. Zajmuje on bardzo duży teren obok przystani promowej. Czasem pytacie mnie o noclegi tutaj, więc skorzystam z okazji, żeby podzielić się swoją opinią. Kompleks powstał w 1962 r. Gruntowną modernizację przeszedł w 1983 r. Hotel-moloch rozbudowano o jeszcze dodatkowe skrzydło, a z Danii sprowadzono wtedy 161 nowych domków.

club-tihany-helka-travel

Nowoczesne oblicze targów kłóciło się z całym obiektem.

club-tihany-helka-travel

Wiele stoisk naprawdę przykuwało wzrok.

club-tihany-helka-travel

Pomysłowo, designersko, światowo. Ale w hali, nie w hotelu.

Ja nawet lubię stylistykę retro, ale Club Tihany jest wyjątkowo ponury i przytłaczający. Kołchoz to pierwsze skojarzenie. Obługa dość komplementarna z obiektem. Rugający wszystkich ochroniarze, obrażone na świat recepcjonistki. Na szczęście polska delegacja się za późno zgłosiła i nie było dla nas miejsc w hotelu. Znalazłam obok pensjonat, który zaraz wrzucę na stronę Helka Travel. Ale w Club Tihany jedliśmy kolację razem z wszystkimi (szwedzki stół).

club-tihany-helka-travel

Stołówka pracownicza i kolejka po odbiór posiłku.

Mam podstawy przypuszczać, że na takie targi się postarali. Może nawet bardziej niż dla „zwykłych” gości hotelowych. Ceny naprawdę wysokie. A jedzenie… stołówkowe. Jedynie zjadliwy okazał się gulasz z kluseczkami, ale umówmy się, taki obiad można zjeść za 10 zł. Porażka. Popełniona tylko raz – restauracja w miasteczku wygrała cenowo i jakościowo.

Rozumiem, że niektórzy z Was lubią wypoczywać w hotelach. Mieć kryty basen, espresso na zawołanie i wieczorem drinka w barze. Ale nie przepłacajcie za Club Tihany. Jestem Wam w stanie pokazać lepsze miejsca.


500+ po węgiersku, czyli domagaj się zniżek dla dzieci

Bardzo Was przepraszam za dłuższą nieobecność, ale na progu wiosny zmogło mnie ostre przeziębienie. Spieszę jednak nadrabiać zaległości, tym bardziej, że dziś weszły na Węgrzech w życie dość ważne przepisy dotyczące turystyki.

Nie będę zanudzać szczegółami, bo nowelizacja ustawy obejmuje sporo regulacji, mających na celu uporządkowanie tego sektoru rynku. Najważniejsza zmiana dotyczy jednak rodzin z dziećmi wypoczywająch na terenie Węgier. Otóż z dniem dzisiejszym na drugie i każde kolejne dziecko właściciel noclegu ma obowiązek udzielić 50% zniżki. Ulga dotyczy noclegów wszystkich kategorii i obowiązuje na dzieci aż do 18. roku życia.

Oczywiście regulacja ta dotyczy wszystkich obywateli państw członkowskich Unii, a zatem także Polaków. To swego rodzaju ukłon Viktora Orbána w stronę Unii Europejskiej, w której ma ostatnio wyjątkowo złe notowania. Naprawa wizerunku tą drogą może okazać się skuteczna, bo zarówno polityka prorodzinna, jak i rozwój rynku turystycznego pomimo potencjalnych zagrożeń terrorystycznych należą do priorytetów UE.

Im więcej dzieci, tym tańsze wakacje.

Tyle oficjalne komunikaty. A jak to ma wyglądać w praktyce? Przepisy jasno określają, że to na kliencie spoczywa obowiązek poinformowania właściciela noclegu czy też pośrednika turystycznego, że rezerwacja dotyczy też osób niepełnoletnich. Niedopełnienie tej formalności odbiera nam prawo do zniżki. Jeśli jedziemy większą grupą, trzeba sprecyzować, w której rodzinie jest ile dzieci. Ulga jest stała i wynosi 50%.

Rozbieżności dotyczą kosztów pobytu pierwszego dziecka. Co prawda ustawodawca wskazuje, że za pierwsze dziecko uznaje się dziecko najmłodsze i opiniuje, że jeśli do tej pory dany nocleg przyjmował np. dzieci do lat 3 bezpłatnie, powinien tę praktykę zachować. Ale oczywiście już pojawiły się głosy, że poza dużymi sieciami hoteli, właściciele małych pensjonatów czy apartamentów zmuszeni będą jakoś sobie zrekompensować mniejsze wpływy do kasy i po prostu za pierwsze dziecko przyjdzie nam zapłacić pełną stawkę.

Trudno też orzec, jak odbije się to na rodzinach z jednym dzieckiem. Czy jeszcze w ogóle będą mogły liczyć na jakieś ulgi? Niezależni eksperci podkreślają, że czasu do wakacji jest zbyt mało na wprowadzenie radykalnych zmian w cennikach. Tym samym właściciele raczej nałożą nowe zniżki na obowiązujące taryfy, a ewentualnych podwyżek można się spodziewać dopiero za rok.

Regulacja nie obejmuje osób, które już dokonały rezerwacji, a tym samym zawarły umowy o świadczenie usługi turystycznej. Oczywiście w zależności od warunków danej umowy (i liczby posiadanych dzieci) można rozważyć, czy opłaca nam się jej zerwanie i ponowna rezerwacja. Ale tu zachodzi ryzyko, że wiele osób wpadnie na podobny pomysł, a tym samym sprzątnie nam sprzed nosa już zaklepany nocleg.

Mnożą się spekulacje, jak ten odważny krok wpłynie na branżę turystyczną i czy rzeczywiście dojdzie do prawdziwego baby boom nad Balatonem.


Wiosna nad Balatonem

Przekazuję Wam relację z pierwszego dnia wiosny w Siófok. Dziś jest 17 st. C, słonecznie i bezwietrznie. A tak naprawdę przydałby się deszcz, bo ziemia strasznie sucha. Roślinki zaś rwą się do życia.

wiosna-balaton-helka-travel

Ta piękność to mirabelka.

wiosna-balaton-helka-travel

Morze forsycji.

wiosna-balaton-helka-travel

Morze węgierskie.

wiosna-balaton-helka-travel

W porcie lada moment ruszy sezon.

wiosna-balaton-helka-travel

Te krzewy nie wiem, jak się nazywają – podpowiadajcie!

wiosna-balaton-helka-travel

Już takie listki wypuściły bzy.

wiosna-balaton-helka-travel

Jókai park w Siófok powoli się zazielenia.

wiosna-balaton-helka-travel

Forsycja jest wszechobecna.

wiosna-balaton-helka-travel

A tak wygląda mirabelka w parku.

wiosna-balaton-helka-travel

Bajeczny widok – powoli wszystkie drzewa owocowe startują.

wiosna-balaton-helka-travel

Natomiast bratki są zimowe, jeszcze nie wykopane po sezonie.


Nocleg nad Balatonem – czego szukać?

Pytanie może się wydać oczywiste albo wręcz głupie. A wcale takie nie jest. Wiadomo, że są różne rodzaje noclegów na Węgrzech. Który będzie optymalny dla nas? Jakie ma wady i zalety? Skupiam się na Balatonie, bo tu w większości chcecie spędzać wakacje, ale odnosi się to do całych Węgier.

1. Apartamenty (pokoje, prywatne kwatery). Właściciel wynajmuje dom w części lub w całości, podzielony na niezależne części mieszkalne. Apartament studio w węgierskim nazewnictwie oznacza jeden pokój z kącikiem kuchennym. W „prawdziwym” apartamencie kuchnia jest osobno. Łazienka do własnej dyspozycji to standard. Jeśli łazienkę trzeba dzielić z sąsiadami, mówimy o pokojach do wynajęcia. Nie zapewniają wyżywienia. Przeważnie wynajem od soboty do soboty.

Zalety: mamy niezależne mieszkanie nad Balatonem, możemy przygotować posiłki we własnym zakresie (przynajmniej śniadania lub odgrzać to, co kupiliśmy na mieście), często do dyspozycji jest ogród, zamknięte podwórko.
Wady: mamy sąsiadów w postaci innych turystów i/lub właścicieli, podwórko/grill/miejsce do zabawy/basen jest do wspólnego użytku.

U Franka apartamenty mają osobne wejścia.

2. Dom. Oczywiście najlepiej wynająć cały dom nad Balatonem, ale to się opłaca przy 2-3 rodzinach, bo domy są dla ok. 10 osób. Właściciel przeważnie w takim domu nie mieszka, ale bywa, że mieszka na tej samej działce w osobnym budynku. Warto to sprawdzić – Helka Travel zawsze podaje takie informacje. Bez wyżywnienia. Wynajem od soboty do soboty to niemal norma. Dom do wynajęcia nad brzegiem Balatonu jest mżonką. Jeśli kogoś stać na taki dom, to z reguły nie musi go wynajmować. Nieliczne wyjątki potwierdzają regułę.

Zalety: cała nieruchomość wraz z ogrodem jest dla nas, więcej miejsca, pełnowymiarowa kuchnia. Przy grupach znajomych, przyjaciół cenowo to najbardziej opłacalne rozwiązanie.
Wady: domy przeważnie są w cichych zakątkach, dzielnicach mieszkalnych. Nawet jeśli właściciel tu nie mieszka, trzeba się liczyć z sąsiadami przez płot.

3. Kempingi. Wszystkie kempingi w ofercie Helka Travel są bezpośrednio nad brzegiem Balatonu. Można wynająć miejsce pod namiot, parcelę pod przyczepę kempingową, wyposażony namiot lub przyczepę albo domek kempingowy nad Balatonem. To najlepsza opcja, jeśli zależy nam na domku dla jednej rodziny, bo domki są 4-osobowe. Cena jest za domek. Tu brak zniżek dla dzieci. Dzieci do 14 lat mają zniżkę w przypadku parceli. Kempingi oferują nocleg bez wyżywienia, ale na terenie są bufety, restauracje. Minimalny czas rezerwacji w sezonie to 4 noce – dotyczy tylko domków, parcelę można wynająć na 1 noc.

Zalety: nocleg nad brzegiem Balatonu. Plaża, animacje, często też basen, zjeżdżalnia w cenie noclegu (to są niemałe oszczędności w kosztach urlopu). Dużo atrakcji na miejscu, międzynarodowe towarzystwo.
Wady: uproszczony standard, ograniczona powierzchnia domku/parceli. Bezpośredni kontakt z przyrodą – to oczywiście zaleta, ale warto podkreślić: żuczki, mrówki, pająki, muchy, osy, myszy polne, jeże, ptaki, jaszczurki są częścią balatońskiego ekosystemu. Tak, domki są sprzątane. Ale to całe towarzystwo po prostu na terenie kempingu żyje.

4. Hotel. Przynajmniej ze śniadaniem, a najczęściej z wyżywieniem HB (obiadokolacje) i nie można inaczej. Optymalne rozwiązanie, jeśli szukamy pokoju dla 2 osób lub 2+1. Rodzina z dwójką dzieci musi się często liczyć z koniecznością wynajmu 2 pokoi lub apartamentu, co znacznie podnosi koszty. Minimalne rezerwacje w sezonie to 3-4 noce. Pamiętajcie, że liczba gwiazdek nie równa się standard. Gwiazdki mówią o usługach dodatkowych (wellness, basen, parking podziemny, recepcja 24h, restauracja niezależna od pór posiłków). Można znaleźć świetny 3-gwiazdkowy hotel z przestronnymi, ładnie wyposażonymi pokojami. Nie przepłacaj za to, z czego nie skorzystasz!

Zalety: pełna obsługa, dużo usług dodatkowych (basen, wellness, bar, pokój zabaw dla dzieci), w pełni zapewnione wyżywienie. Często atrakcyjne zniżki dla dzieci.
Wady: spora anonimowość, powtarzalność posiłków, konieczność obcowania z większą liczbą gości.

Hotel Renegade oferuje śniadania i basen.

5. Pensjonat, hostel. Zazwyczaj bardziej kameralny niż hotel. Ale niekoniecznie o niższym standardzie czy tańszy. Mniejsza ilość gości pozwala obsłudze lepiej się Tobą zaopiekować. Przeważnie nocleg ze śniadaniem. Bardziej elastyczna polityka odnośnie terminów, ale za to słone dopłaty za nocleg na 1-2 noce. Z reguły pokoje z łazienkami, choć tańsze hostele oferują pokoje z łazienkami wspólnymi na korytarzu.

Zalety: dobra oferta „w połowie drogi” pomiędzy hotelem a apartamentem. Jest obsługa, śniadanie, pakiet dodatkowych możliwości.
Wady: mniej korzystne zniżki dla dzieci. Często ponadstandardowe usługi są ekstra płatne. Warto to dobrze przeanalizować. Helka Travel zawsze podaje, czy trzeba dodatkowo zapłacić za parking, klimatyzację, pobyt zwierzaka.

Masz pytania dotyczące konkretnego obiektu z oferty Helka Travel? Napisz do mnie na maila kociuba@helkatravel.pl


Red Bull doda Ci skrzydeł

Jest taka impreza, która nazywa się Red Bull Air Race. Opiera się na spektakularnych pokazach lotniczych i z góry przepraszam wszystkich znawców tematu, którzy słusznie zarzucą mi dyletanctwo. Ale ja nie o lotnictwie chciałam, ani nie zamierzam kwestionować talentów niewątpliwych mistrzów, którzy w tych zawodach startują.

Podziwiać można te wyczyny w dość egzotycznych krajach (Japonia, USA, Arabia Saudyjska) i… na Węgrzech. Wedle kalendarza na 2019 rok weekend 13-14 lipca zarezerwowany był dla Budapesztu. Był, bo miasto nie wydało zgody na organizację imprezy. Red Bull zwraca pieniądze za bilety lub prosi o cierpliwość i czas na znalezienie nowego miejsca.

Bez wątpienia zawody to efektowne i widowiskowe, przyciągające mnóstwo publiczności. Na żywo nigdy ich nie widziałam, ale krążą legendy o pilotach przelatujących pod budapesztańskimi mostami.

Budapeszt ma przestrzeń i warunki – spójrzcie, ile ludzi jest na nadbrzeżach. (fot. redbull.com)

Jako się rzekło, Budapeszt postawił veto, ale ratować ten wyrzucony tort natychmiast podjęły się nadbalotońskie miejscowości: Keszthely, Hévíz, Fonyód i Zamárdi. Każda ma swoje argumenty, choć trzeba przyznać, że do najbardziej stanowczej walki stanęło Zamárdi.

Ja Zamárdi bardzo podziwiam, bo ma 2,5 tys. mieszkańców i jest dokładnie 10 razy mniejsze od Siófok, które ma 25 tys. mieszkańców. Ale Zamárdi ma fajnego, prężnie działającego burmistrza, który jest mistrzem w organizacji imprez. Spektakularnym wydarzeniem na początku lipca jest festiwal Balaton Sound. Ok, jest w Zamárdi pole namiotowe, ale nawet ono nie jest z gumy, o całej reszcie infrastruktury nie wspominając (z ciekawości sprawdziłam: Jarocin ma 26 tys. mieszkańców). Zapleczem noclegowym jest Siófok, bo to tylko 10 km. Podobnie jest w przypadku każdej imprezy, która odbywa się w Zamárdi, bo ta miejscowość po prostu nie ma takiej bazy noclegowej.

Dla turystów to na pewno oznacza wzrost cen i dzikie tłumy wszędzie. Choć zaznaczam, że żadna decyzja jeszcze nie zapadła.

Bez względu na to, jaka by to nie miała być miejscowość nad Balatonem, to jak się to ma do strefy ciszy, ochrony przyrody i rezerwatów ptactwa? Nie znam w detalach węgierskiego prawa, ale jeśli na Balatonie nie można używać silników spalinowych – z wyjątkiem policji, Żeglugi Balatońskiej i specjalnych pozwoleń – to ktoś dostanie specjalne pozwolenie. Bo ktoś musi zarobić. A żeby było spektakularnie, to samoloty muszą latać nisko. Obawiam się, że sylwestrowe fajerwerki to dla balatońskich ryb i ptaków małe miki w porównaniu z taką dwudniową imprezą.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Aż dziw, ale wyobraźcie sobie, że bratankowie nie znają tego powiedzenia – chociaż jak tłumaczę, to bardzo przyznają mu słuszność.

Jeśli mimo wszystko, a może właśnie dlatego, planujecie urlop w Zamárdi, rezerwujcie teraz Hotel Familia!


Calineczka – domek z bajki

Wiele osób mnie pyta, czy mi w tym Siófok nie smutno i czy nie tęsknię za Polską. Nie smutno, bo mam bardzo wielu przyjaciół Węgrów, a nie tęsknię, bo Polska przyjeżdża do mnie. Chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć o zupełnie magicznym miejscu.

Zaczęło się niewinnie (bo to się zwykle tak zaczyna…), jak przyjechałam 11 lat temu nad Balaton, to trzeba było gdzieś mieszkać. Przypadkowo znaleziony nocleg okazał się domkiem z bajki. Kto jest ciekaw tych pradawnych początków, może sobie o nich dokładnie poczytać w mojej pierwszej książce Rejs po Węgrzech

Właściciele domku z bajki to Karol i Marika. Przeuroczy ludzie, z którymi szybko się zaprzyjaźniłam. Dlaczego domek z bajki? Ano dlatego:

Ten dom liczy sobie ponad 90 lat (1927) – jest przepięknie zadbanym zabytkiem, któremu nie brakuje żadnych wygód.

Szybko dostał „bajkową” nazwę, a jak tylko pojawiła się taka możliwość, zaczęłam pośredniczyć w wynajmie calineczkowych apartamentów. I nagle okazało się, że nie tylko we mnie to miejsce budzi zachwyt. W zasadzie każdy, kto tu przyjeżdżał, zakochiwał się z miejsca. W ogrodzie, w gospodarzach, w tej atmosferze trochę jak na działce (w środku kurortu!). Karol i Marika stali się wujkiem i ciocią, dorabiając się w parę lat pokaźnej polskiej rodziny.

Z tą rodziną nie przesadzam, rekordziści spędzili tu 4-5 sezonów i ciągle wracają. Cały dom (4 apartamenty) może pomieścić 20 osób i co roku to miejsce staje się prawdziwym Domem Polskim. Przyjeżdżają przede wszystkim rodziny z dziećmi, więc mamy prywatne przedszkole. Dzieciaki się bawią, mają się gdzie wyszaleć, a niejednokrotnie i… zakochać. Nieświadomi rodzice dwulatków nagle stają się teściami i hasła „zięcia pilnuj” zaczynają być na porządku dziennym.

Raz w tygodniu organizowana jest kolacja węgierska. Marika gotuje zupy gulaszowej jak dla pułku wojska. Każdy przynosi wino, piwo, co kto lubi i mamy integrację na całego. I tu w sumie przechodzę do sedna sprawy. Turystyka łączy ludzi, bo każdy jeździ na wakacje. Przy jednym stole często siadają ludzie z bardzo różnych środowisk, skrajnie odmiennych zawodów, z odległych rejonów Polski (choć bywało i tak, że spotykali się sąsiedzi, mieszkający ulicę dalej).

Ja jestem urodzona warszawianka, więc wiadomo, że z góry mam przerąbane. Jeszcze dziennikarka, gorszego wstydu nie ma. Ale to właśnie ten dziennikarski zmysł każe mi się cieszyć, jak się rodacy spierają, przekomarzają, docinają sobie i żartują, mając przy tym duże poczucie jedności i otwartość na siebie. Także mimo odmiennych poglądów politycznych, które najczęściej sprowadzają się do lokalnych i indywidualnych potrzeb w postaci dotacji do wczasów czy przedszkola dla dziecka.

Ta Calineczka może dlatego jest magiczna, że tak łączy ludzi, że chce się tu być. I chce się tu wracać. A ja dzięki Wam mam kawałek Polski w Siófok. Takiej naszej i najlepszej.